wtorek, 2 kwietnia 2013

ZAWIESZAM.

PRZEPRASZAM, Tak wiem że długo nie dodawałam rozdziałów.
Ale jakoś sprawy się u mnie pokomplikowały, co zmusiło mnie do zawieszenia tego opowiadania.
W najbliższym czasie, stworzę drugi blog z opowiadaniem.
Lecz tam będzie można spotkać jedynie Justina, 1D nie będzie brało w nim udziału.
Straciłam wątek tego opowiadania i nie potrafię go poprowadzić dalej.
Być może gdy coś wymyślę, będę kontynuowała.
Przepraszam jeszcze raz, już za niedługo będzie można nabyć tutaj link do nowego bloga.
Serdecznie zapraszam :)



~ Kocham Was, Amy. Można do mnie pisać na tt . @bekidrauhlever < 3 dziękuję wam za wszystko, jesteście dla mnie bardzo ważni ♥

piątek, 15 marca 2013

Rozdział Siódmy.





"Zorientowałam się że całej sytuacji przygląda się Harry. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, nie wiedziałam co mam zrobić."

- Emily, wszystko będzie dobrze. Pogotowie już jedzie, trzymaj się proszę. Nie odchodź – Ktoś krzyczał lecz ja, nie mogłam nawet rozpoznać jego głosu. Nie wiedziałam kim on jest, nie wiedziałam co się przed chwilą stało. Nic nie wiedziałam, czułam jedynie okropny ból który rozrywał mnie od środka. Powoli traciłam kontrolę nad swoimi myślami, myślałam o wszystkim i o niczym jednocześnie. Po chwili, usłyszałam głośny pisk karetki która podjechała, a zaraz potem odjechała. Tyle że już ze mną, dlaczego nie mogłam otworzyć oczu ? Dlaczego oni wszyscy rozmawiają o mnie w trzeciej osobie ? Przecież ja tu jestem, ej ! Widzicie mnie, jestem tu przecież. Tylko szkoda że nic nie widzę. Co się stało, dlaczego tak bardzo boli mnie brzuch. Znów tyle pytań, tak mało czasu. Czasem moje rozważania doprowadziły mnie do szaleństwa. Gdy poczułam lekkie wzdryganie łóżkiem, zorientowałam się że jesteśmy już w szpitalu. Jedziemy a co chwile neonowo rażące światła wbijają się w moje oczy powodując pieczenie. Panie doktorze, co mi jest ? Czy ktoś mnie w ogóle słucha ? Bijąc się z myślami marzyłam o tym, aby w końcu obudzić się z tego snu. Z tego koszmaru …
- Siostro, proszę podać narkozę. Musimy operować. – Usłyszałam zachrypnięty a za razem stanowczy głos mężczyzny. Ale jak to operować. Przecież ja jestem zdrowa, tylko brzuch mnie trochę boli. Nie, nie ważcie się dotykać mojego ciała ! Ale kilka minut później, zrobiłam się strasznie senna. Jakby moje powieki ważyły z pięć kilo, chodź były cały czas zamknięte. Moja podświadomość zasypiała, coraz głębiej, głębiej… Aż zasnęła, całkowicie.
***


- Ej widzisz nas ? – Usłyszałam przyjazny kobiecy głos czym prędzej otwierając oczy. Ten widok mnie nieco zraził, ponieważ latarka którą świecono mi po oczach nie miała przyjaznego światła. Była raczej, rażąca. – No w końcu, śpiąca królewna się obudziła. – Kobieta parsknęła dzikim śmiechem wychodząc z sali. Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego było jej do śmiechu. Otwierając całkowicie oczy ujrzałam, znajomą mi postać. Czy to był Justin ? Taak, to z pewnością on. Tylko czekaj, czekaj. Kim on dla mnie był ? Nic nie pamiętam, o co chodzi ?
- Jezu, tak się o Ciebie martwiłem. – Justin podbiegł do mnie składając na moim czole czułego całusa. Może on był moim chłopakiem? W końcu chyba by tu nie siedział, gdyby nim nie był. Sama nie wiem.
- Ale przecież, nic mi nie jest – Zlustrowałam chłopaka a potem swoje ciało które było strasznie obolałe.
- Spałaś trzy tygodnie – Westchnął ciężko siadając na skraju mojego łóżka.
- Siedziałeś tu trzy tygodnie ? – Zmrużyłam oczy chcąc dowiedzieć się co tak właściwie miało miejsce.
- Siedziałem tu codziennie, czekając na jakiś twój ruch. Lecz nic, leżałaś tylko ze swoją bladą cerą i siwymi ustami. – Pogładził moją dłoń a kącik jego ust uniósł się lekko ku górze.
- Ale, kim ty jesteś ? Znaczy jaką rolę odgrywałeś w moim życiu ? – Ponowienie zapytałam a na jego twarzy pojawiło się dość spore zakłopotanie.
-Jestem .. jestem twoim przyjacielem – Powiedział po czym opuścił głowę – Niestety – Wyszeptał bezgłośnie.
- Pamiętam, Cię lecz nie pamiętam wszystkiego – Dodałam przymykając oczy które zapełniły się łzami.
- Ej, nie płacz piękna – Szepnął przez uśmiech. – Przypomnisz sobie wszystko, a na razie zamieszkasz u mnie . – Dodał po chwili .
- Nie mam swojego domu ?
- Masz, to znaczy. Nie chce byś tam teraz wracała – Mruknął. – Przepraszam, wiem że jesteś w ciężkim stanie. Ale muszę Ci to powiedzieć. – Westchnął, mocno ściskając moją rękę. – Twoja mama zmarła, pamiętasz ? Jutro jest jej pogrzeb, twoja ciocia się wszystkim zajęła . – Nagle zrobiło mi się tak gorąco że myślałam o tym aby wybuchnąć. Nie chciałam żyć. Mimowolnie przygryzłam dolną wargę a po moich policzkach spłynęło kilka nieznacznych łez.
- Kłamiesz – Szepnęłam, skręcając głowę i wbijając wzrok w nieokreślony punkt.
- Chciałbym  - Odpowiedział bezgłośnie, w tym samym momencie wszedł do sali lekarz.
- I jak się czujesz ? – Spojrzał na mnie, pewnie ujrzał moje łzy ponieważ od razu przesłał wrogie spojrzenie Bieberowi. – Mówiłem żeby jej nie męczyć . – Westchnął zapisując coś w swoim notesie.
- Panie doktorze, ja chcę wyjść. – Westchnęłam podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Nie możesz jeszcze, może za trzy dni Cię wypuścimy – Warknął
- Chcę, teraz, tu, w tej chwili wyjść. Pan też chciałby być na pogrzebie swojej matki prawda ? – Przesłałam mu piorunujące spojrzenie a on chyba zmiękł ponieważ tylko pokiwał głową wręczając mi wypis.
- Proszę się zgłosić do kontroli – Parsknął i wyszedł.
- Co za debil – Warknęłam
- Spokojnie, pomóż Ci w czymś ? – Szepnął chłopak podchodząc i zniżając się do mojego poziomu,
- A mógłbyś ? – Wskazałam na swoje ubrania których nie zdolna byłam sama przebrać.
- Jasne że tak. – Uśmiechnął się tak słodko, że pewnie gdybym stała upadałabym od razu. Podszedł do mnie delikatnie ściągając moją koszulkę i nakładając nową. Jego dłonie ocierały się o moje ciało co przyprawiało mnie o miłe dreszcze. Był cudowny, jego oczy, usta, nosek. I te dziko roztrzepane włosy. Nim się obejrzałam stałam już spakowana, wyszykowana przy wyjściu ze szpitala.
- W końcu wolność – Westchnęłam ze smutną miną kierując się w stronę samochodu Justina.
- Będzie dobrze – Szepnął pakując moją torbę do bagażnika, otworzyłam drzwi i szybko zajęłam miejsce pasażera. A brunet oczywiście kierowcy.
- Więc, gdzie teraz  ? – Zapytałam kierując swój wzrok na Justina.
- Chcesz zobaczyć się ze swoim chłopakiem ? – To pytanie mnie zdziwiło, kim był mój chłopak i dlaczego go przy mnie nie było ? Nie rozumiem, przecież on musiał być przy mnie.
- Kim jest mój chłopak ? – Parsknęłam
- Nie pamiętasz ? – Zapytał, lecz nie spojrzał na mnie. Był za bardzo skupiony prowadzeniem samochodu.
- Gdybym pamiętała, to bym nie pytała – Rzuciłam ironicznie, a w zamian otrzymałam jedynie chytry uśmieszek chłopaka. -  I z czego się cieszysz ?
- Uwielbiam gdy się złościsz, skarbie – Szepnął, ponownie się uśmiechając. Nie powiem, było to miłe. Lecz co on sobie myślał ? Palant, przecież nigdy w życiu się przy nim nie złościłam. Chyba …
- Opowiesz mi trochę o moim życiu ? – Spojrzałam na niego błagalnie.
- Oczywiście –Jęknął jakby sprawiło mu to nie lada przyjemność. – Tak więc, masz na imię Emily. Masz 17 lat i chodzisz ze mną do szkoły.  – Kontynuował – Masz chłopaka o imieniu Harry Styles, który śpiewa w boysbandzie „One Direction” – No super, jeszcze jakiś palant mi się przytrafił – pomyślałam nie spuszczając wzroku z chłopaka. – Ja jestem Justin Bieber, również śpiewam lecz mam karierę solową. Którą zawiesiłem jakieś pół roku temu. Może troszkę więcej i od tamtej pory jestem normal boy. – Zaśmiał się, skręcając w jakąś przecznicę.
- Czyli to mój cały życiorys ? – Mruknęłam
- Spokojnie, daj mi skończyć. – Dodał zdenerwowany. Z drugiej strony, szybko zmieniały mu się humorki. Raz był słodziutki, a za chwilę potrafił zabić wzrokiem. – Twoja mama zmarła. Jak i bardzo bliska Ci osoba. Lecz nie taka prawdziwa siostra. – Ej , co to ma być ? W sumie… Czekaj, czekaj pamiętam jakąś wariatkę która mnie porwała.. miała na imię bodajże Julia. – ponownie pomyślałam kierując swój wzrok na dom przy którym się zatrzymaliśmy.
- Julia, mnie porwała prawda? Podawała się za moją siostrę – Westchnęłam przypominając sobie coraz więcej rzeczy.
- Tak, tyle że ani ta Julia, ani tamta nie były twoimi siostrami. – Również westchnął. – Twoja mama, była z twoim ojcem który niestety miał już dwie córki. Jedną z nich zostawił u tamtej kobiety i to właśnie była ta dziewczyna która Cię porwała. A drugą wziął ze sobą i to ją traktowałaś jak siostrę. Później twój tata, wyjechał za granicę lecz nie wrócił. Julia – dziewczyna z którą mieszkałaś, wyjechała również. W celu ukończenia dobrych studiów. Lecz jej siostra chciała się na niej zemścić i ją po prostu zabiła. Wracając i przybierając postać Julii. Ta dziewczyna ma na imię Anabel, Anabel Collins. Jednak zmieniła nazwisko na Drow. – Nabrał głęboko powietrza by móc mówić dalej – Anabel, rozkochała w sobie Harrego i wróciła do domu by zemścić się na pozostałych. To ona… to ona zabiła twoją matkę i chciała Ciebie zabić jednak znaleźliśmy Cię, na całe szczęście. – Gdy usłyszałam jego wypowiedź, coś we mnie pękło. Rozsypałam się jak porcelanowa filiżanka gdy spanie i się roztłucze. Wtuliłam się mocno w chłopaka, płacząc mu do torsu.
- Dziękuję – Szepnęłam gdy trochę się uspokoiłam. – Dziękuję Ci że ze mną jesteś, Justin. – Dokończyłam składając na jego policzku delikatne muśnięcie.
- Nie masz za co. – Chłopak pogładził mnie po plecach a zaraz potem wyszliśmy z samochodu kierując się ku drzwiom wejściowym. – Zapraszam – Ponownie usłyszałam ten zachrypnięty głos. Bez zastanowienia weszłam, kierując się wprost do salonu. Gdy ujrzałam nieznaną mi postać, moje ciało zsypało się gęsią skórką.
- Emily ! – Krzyknął chłopak podbiegając do mnie i przytulając mnie z całych sił do swojego torsu. Niezdarnie wyślizgnęłam się z jego uścisku. Kim on do cholery był by móc mnie przytulać ?
- Kim jesteś ?- Zapytałam, niepewnie.
- Jak to kim jestem ? – Wymruczał zdezorientowany. – Jestem Harry, przecież jestem twoim chłopakiem .. Co do cholery ? – Odwrócił się w stronę Justina, który jedynie wzruszył ramionami.
- Nie pamięta wielu rzeczy – Odpowiedział na co ja skinęłam głową. Chłopak spojrzał na mnie tak, jakby zawalił mu się cały świat. Po jego policzku spłynęła pojedyncza łza którą od razu starł.
- Przepraszam – Szepnęłam, a nasze spojrzenia się spotkały. Miał piękne oczy. Takie zielono szmaragdowe, które mieniły się jak żywe brylanty.
- Nie masz za co – Również szepnął, podchodząc do mnie coraz bliżej. Wtulił mnie delikatnie w swoje ciało. Początkowo nie odwzajemniała tego, lecz czułam się przy nim naprawdę wyjątkowo. Jakby był kiedyś dla mnie całym światem. Jakby był dla mnie kimś, ważnym.
- Dasz mi trochę czasu ? – Wymruczałam w jego tors.
- Oczywiście – Odsunął się ode mnie składając  czułe muśnięcie na moim czole. Pożegnał się ze mną oraz z Justinem i wyszedł z domu. W niezbyt dobrym nastroju. Byłam ciekawa kim on dla mnie jest, dlaczego czuję się tak specjalnie w jego ramionach ?
- Muszę odpocząć – Spojrzałam błagalnie na Justina a ten tylko się wzdrygnął, chwycił mój kruchy nadgarstek kierując się ku górze, wprowadził mnie do jakiegoś pokoju. – Dziękuję – Szepnęłam zbliżając się do niego. Nasze usta dzieliły milimetry. Tak bardzo chciałam go pocałować, lecz on chyba nie podzielał mojego zdania. Wyszedł z pokoju nic nie mówiąc. Usiadłam na łóżku, wypakowując swoją torbę. Nie znalazłam w niej żadnej piżamy więc szybko podreptałam do szafy, która widniała w pokoju wyciągając z niej czarny podkoszulek z jakimś bezsensownym nadrukiem. Szarpnęłam jeszcze czystą bieliznę i udałam się do łazienki. Chyba już tu kiedyś byłam ponieważ doskonale rozpoznaję tą ogromną łazienkę, z wieloma złotymi wstawkami. Udałam się do lustra i wtopiłam w sobie swój pusty wzrok, rozbierając się z ubrań które miałam na sobie. Po chwili stałam już pod prysznicem olewając się ciepłą wodą, która tak mnie koiła. Zsunęłam się po ścianie kabiny, siadając w kącie z podkurczonymi nogami. No cholera jasna, przypomnij sobie coś głupia szmato. Wzdrygnęłam się przejeżdżając przez twarz swą dłonią. Pamiętam, takiego mulata który zawsze z nami jeździł. To był chyba kolega Harrego z zespołu. Justin opiekował się mną bo … bo uciekłam z domu ! Tak mam to, pamiętam to. Tylko cholera jasna nie pamiętam kim był dla mnie Harry i Justin. Doskonale ich pamiętam, tylko szkoda że nie wiem  co dla mnie znaczyli. Im bardziej chce sobie to przypomnieć, tym większy ból sprawiam swojej pamięci. Może muszę ich poznać od nowa ? Może wszystko ma swój sens ? Wyszłam z wanny osuszając się ręcznikiem i zakładając na siebie czystą bieliznę. Na to wsunęłam czarny podkoszulek, i zbierając swoje brudne ubrania. Skierowałam się do pokoju, a zaraz potem do łóżka. Gdzie kompletnie wykończona, zasnęłam.

*** Dwa miesiące później. ***

Nadal nic o nich nie pamiętam, przeleżałam ten cały czas w łóżku. Już trzeci tydzień szkoły. Ale mi się nie pali by tam iść. Justin przynosi mi notatki z lekcji. I odrabia za mnie prace domowe. Jest naprawdę kochany. Strasznie się z nim zżyłam. Harry, jeździ na jakieś koncerty lecz oczywiście w wolnej chwili wpadnie, by ze mną pogadać i spróbować mi siebie przypomnieć. Uzgodniliśmy, że będzie lepiej. Jak zakończymy na razie swój „związek” i skupimy się na odbudowaniu naszych relacji. Oczywiście się zgodziłam. Pogrzeb mojej mamy był straszny. Nie pamiętam kiedy ostatnio wylałam z siebie tyle łez. Ale pożegnałam się z nią i wiem że nie byłaby ze mnie dumna gdybym się poddała. Więc, walczyłam. Dalej i dalej, i ciągle walczę. Przynajmniej tak mi się wydaje. Właśnie wracam z Harrym od lekarza. Tak, był na tyle opiekuńczy. By dosłownie siłą wyciągnąć mnie do lekarza. Mówiłam że wszystko okej i tak było. Wbijałam swój wzrok w zdezorientowanych ludzi błądzących po Londyńskich uliczkach, szukając jakiegoś sensownego celu. Widziałam również, zakochane pary podążające przed siebie trzymając się za ręce. A właśnie, co do tego. Harry wciąż sobie nie odpuścił, a ja chyba poczułam coś większego do Justina. Muszę porozmawiać o tym z Zaynem, który jest najlepszym przyjacielem pod słońcem. Spojrzałam na Harrego który uśmiechał się od ucha do ucha, kierując swój wzrok w moją stronę.
- Z czego się śmiejesz ? – Zaśmiałam się, ciągle na niego spoglądając.
- Z niczego, piękna. – I znów te jego słodkie słówka, no ja mu chyba zaraz walnę.
- O, moja piosenka. – Pogłośniłam, radio po czym zaczęłam wykonywać dość dziwne ruchy śpiewając piosenkę. - The Big Big Bang the reason I’m alive. When all the Stars collie in this Universe insi de. – Harry spoglądając na mnie dziwnie, po chwili przyłączył się do śpiewania. Nie pamiętam kiedy się tak uśmiałam. Mimo że miał, powalający głos. Strzelał miny jakby miał potrzebę.
- Fajna mina – Powiedziałam sarkastycznie, udając go w tym momencie i naśladując jego minę. Ten jedynie parsknął śmiechem. Samochód się zatrzymał a ten wysiadł szybko otwierając mi drzwi. Również wysiadłam stając z nim twarzą w twarz. I znowu to głupie uczucie, jak dzieli Cię kilka milimetrów z osobą dla której znaczysz tak wiele, ale jej nie pamiętasz. To jest okropne. Po chwili poczułam jego usta na swoich. Całował je delikatnie a za razem czule tak aby mnie nie zranić. Lecz gdy zorientował się, że ja nie odwzajemniam pocałunków, szybko oderwał się ode mnie z przepraszającą miną.
- Obiecałeś, obiecałeś że poczekasz – Warknęłam, spoglądając prosto w jego oczy.
- Ile można czekać ? Wiesz jak ja się czuję. Gdy jestem blisko Ciebie a nie mogę wykonać żadnego ruchu? Jak kretyn. Kocham Cię, z każdym dniem coraz bardziej. A ty mnie nie pamiętasz. Powiem więcej, nawet nie starasz się mnie sobie przypomnieć. Jak nic dla Ciebie nie znaczę, to powiedz, po prostu. A nie marnujesz mój czas, na swoje „widzi mi się” – Zarysował cudzysłów w powietrzu, podkreślając ostatnie słowa. Zabolało, i to cholernie mocno zabolało. Jak on mógł ? Przecież to nie moja wina że nic nie pamiętam, nie ? Z moich oczu popłynęły łzy które świadczyły o jednym. Na jego twarzy pojawiło się coś takiego, jakby żałował tego co przed chwilą powiedział. Dobrze, że powiedział. Przynajmniej wiem co o mnie sądzi.
- Jesteś okropny. Jak możesz tak w ogóle mówić ? – Zaczęłam się drzeć bijąc pięściami po jego torsie. – Myślisz że mnie jest łatwo ? Straciłam całą rodzinę, która była mi bliska. Nic nie pamiętam i nie mogę darzyć  Cię uczuciem. Myślisz że mnie jest łatwo ? Grubo się mylisz – W tym momencie chłopak złapał mnie z całych sił za nadgarstki, lecz ja mu się wyrwałam biegnąc ku drzwiom.
- Emily, zaczekaj. Nie chciałem –Krzyknął lecz ja nie odwracając się wbiegłam do domu kierując się do kuchni. Oparłam się o blat kuchenny, starając się uspokoić swoje łzy, aby Justin się nie martwił. Zsunęłam się wzdłuż pułki, siadając na podłodze i podkulając kolana w których zatopiłam swoją twarz. Po chwili poczułam ciepłą rękę spoczywającą na moim kolanie.
- Skarbie, co się dzieje ? – Chłopak usiadł naprzeciwko mnie, przyciągając mnie do siebie i wtulając moje ciało z całych sił.
- Justin – Wydukałam przez łzy – Proszę przytul mnie – Dokończyłam wtulając się w jego rozgrzane ciało. Odsunęłam się od niego troszkę, a chłopak obtarł swoimi kciukami łzy z moich policzków.
- Nie płacz, proszę – Oblizał swoje wargi patrząc w moje zaszklone oczy.
- Przepraszam, za to co teraz zrobię. To jest silniejsze ode mnie – Przybliżyłam się do niego zatapiając się w jego gorących ustach. Chłopak nie odwzajemnił mojego pocałunku więc szybko skończyłam podnoszą się i kierując ku wyjściu, lecz poczułam silne pociągnięcie za nadgarstek a po chwili znajdowałam się już w objęciach Kanadyjczyka. Początkowo muskał delikatnie moje usta lecz po chwili zatopił je w moich. Objęłam jego kark przyciągając go do siebie coraz bliżej, i całując coraz zachłanniej. Był dla mnie jak narkotyk, nie mogłam się od niego oderwać. W pewnym momencie poczułam przerażający ból głowy a wszystkie wspomnienia powróciły, od czasów, kiedy byłam mała do teraz. Przypomniałam sobie co znaczył dla mnie Harry, Justin oraz wszyscy inni. Poczułam ból w klatce piersiowej na myśl jak zraniłam Stylesa. Ale chłopak którego teraz całuję, to znaczy całowałam. Był dla mnie okropnie ważny. Nawet nie wyobrażam sobie jak bardzo. Zorientowałam się że całej sytuacji przygląda się Harry. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, nie wiedziałam co mam zrobić …


~~*~~

Tak, więc specjalnie dla was rozdział 7 ! Tak to już 7 :D
Dziękuję wam serdecznie za tak wielką sumę wejść, oraz motywujących komentarzy.
Mam nadzieję że z czasem, większa ilość czytelników. Wyrazi na temat opowiadania swoją opinię. Która jest dla mnie strasznie ważna !
Teraz mam rekolekcję, więc jeżeli skomentujecie i dacie mi wielkiego kopa !
Obiecuję że dodam 8, jeszcze w ten weekend


Kocham was


~ Amy
.

sobota, 9 marca 2013

Rozdział Szósty.







„Życie to prolog. Śmierć jest początkiem, nie końcem”



Nie wiem co się dzieje, po raz pierwszy jestem tak przerażona. Co się stało z moją mamą? Dlaczego ona nie żyje? Gdzie jest moja siostra ?! Co ten demon z nią zrobił. Nie wierzę własnym myślom, wszystko się wali. Nie wierzę w ani jedno słowo Julii. Dlaczego ona to robi. Dlaczego ona mnie porwała. I znów tyle pytań, a ja jak głupia oszukuję się że może będzie dobrze. Za sekundę mogę zostać zabita, a Harrego nie ma. Może on nigdy nie wrócił, a to była tylko moja nieszczęsna wyobraźnia? Niee, on na pewno wrócił. Przecież czułam jego oddech, moje oczy zostały ukojone jego widokiem a usta poczuły ciepło, ciepło które było przepełnione miłością. On jest i kocha mnie najbardziej na świcie. Będziemy szczęśliwi?  Chcę teraz jedynie wtulić się w jego ogromne ramiona i zasnąć, spokojnie, choćby na zawsze. To byłaby najpiękniejsza śmierć którą bym sobie mogła wymarzyć. Mówię prawdę, nie wiem gdzie teraz jestem, gdzie teraz jadę. Wiem, że to się dobrze nie skończy. Że zginę, ale co to za życie bez mamy. To już nie jest życie. Nie dość że tata zmarł i poszedł sobie ode mnie, to teraz mama? Nawet nie widziałam jej po śmierci, nie dotknęłam. Nie pożegnałam się, ona mnie nienawidzi. Jestem okropną córką. Nienawidzę samej siebie, brzydzę się sobą. Ale z drugiej strony bałam się, bałam się że to może okazać się prawdą. I co wtedy ? Nie dałabym rady sama. Ale mam przyjaciół, może jakoś to będzie? Chciałabym się ruszyć lecz rana na moim brzuchu, daje siwe znaki że coś się jednak stało. To jest okropny ból, jakby ktoś wbijał do Ciebie noże. A ty byłabyś obezwładniona. Lecz nie sądze by było to coś głębokiego, może jakieś draśnięcie. Przecież gdyby ktoś wbił mi nóż do mojego brzucha, prawdopodobnie bym już nie żyła. Tak mało czasu, tak dużo myśli. Czuję się jakbym miała za chwilę wybuchnąć, eksplodować… Cokolwiek tylko nie przebywać tu… w tym aucie, z tymi ludźmi. Nagle pojazd się zatrzymał, a ja poczułam świeże powietrze przez uchylone drzwi przez które po chwili zostałam „wytargana”.
- Co z nią robimy? – Zapytał się, zupełnie nie znany mi głos.
- Zaprowadź ją tam, później zobaczymy jakiego sposobu zastosować by ją zabić – Dodała Julia.
- Już się robi. – Przytaknął męski głos. W tym momencie zaczęłam się szarpać, nie chciałam zginąć, umrzeć. Chciałam żyć, chcę mieć gromadkę dzieci i wspaniałego męża który będzie o mnie dbał. Dlaczego, to wszystko musi być takie niesprawiedliwe? Dlaczego, ja nie mogę teraz siedzieć w jakiejś przytulnej kawiarni popijając sobie czekoladkę? Z moich oczu mimowolnie popłynęły łzy, które mówiły same za siebie. To było okropne. Po chwili, poczułam bardzo silne kopnięcie w brzuch, po czym upadłam na ziemię raniąc sobie przy tym ręce. Otworzyłam oczy, unosząc głowę ku górze. Światło lamp oślepiło mnie przez pewien czas, lecz gdy już byłam w stanie nabrać ostrości spojrzałam, na twarze osób które stały nade mną i szyderczo się śmiały.
- Julia? – Szepnęłam z nadzieją że to nie ona, jednak myliłam się.
- Tak, to ja – Parsknęła krzyżując ręce na klatce piersiowej. – I co, jak się bawisz?
- Wypuść mnie, nie żartuj sobie – Wymamrotałam proszącym głosem.
- Ja sobie nie żartuję kochanie- Szepnęła mi do ucha pochylając się nade mną, po chwili się uniosła rzucając oschło – Wiecie co macie robić – I odeszła gdzieś, nawet nie byłam w stanie do końca zobaczyć gdzie. Wszystko mieniło mi się przed oczami, czasem nawet wirowało.
- To bierzemy ją – Usłyszałam głos jednego z mężczyzn, w tej samej chwili chciałam się podnieść lecz oni byli szybsi. Chwycili mnie pod ramiona prowadząc do jakiegoś opuszczonego pomieszczenia. Być może był to jakiś schowek lub magazyn. Gdy byliśmy już w środku, poczułam się słabo. Coraz słabiej i słabiej. Zsuwałam powoli na podłogę oddychając szybko, po chwili upadłam tracąc świadomość, przytomność i kontrolę nad swoim ciałem. Ciemność… Tak to ewidentnie była ciemność.

***

Ocknęłam się, gdy poczułam coś zimnego na twarzy. Otworzyłam powoli oczy, lustrując pomieszczenie w którym przebywałam. Nie widziałam tam nic specjalnego prócz pajęczyn, pająków, szafek, brudu, narzędzi, broni i jakiegoś sprzętu. Czuć było tam potworny smród który nie wiadomo skąd się unosił. Gdy spoglądałam, tak jeszcze przez chwilę coraz szerzej otwierając oczy, ujrzałam wysoką postać która bez wątpienia wlepiała we mnie swe tęczówki.
- Wyspałaś się księżniczko? – Prychnęła dziewczyna spacerując wokół mnie.
- Nie koniecznie – Powiedziałam sarkastycznie, za co zostałam uderzona w twarz. Przymknęłam powieki, po czym mimowolnie przygryzłam swą dolną wargę. Siedziałam, przywiązana do jakiegoś starego krzesła, które wyglądało jakby miało się za chwilę połamać. Otworzyłam oczy wlepiając je w dziewczynę,  która przysunęła do mnie swoje krzesło siadając na nim okrakiem.
- Zastanawiam się – Powiedziała rozbawionym głosem – Jak Cię zabić – Dodała bawiąc się jakimś nożem.
- Dlaczego chcesz mnie zabić – Mruknęłam przełykając ślinę.
- Ponieważ, nie podoba mi się to że tu jesteś, koleżanko.
- Jestem twoją siostrą, straciłyśmy przed chwilą mamę a ty mi mówisz że Ci się nie podobam ?- Prychnęłam – To chyba masz nie po kolei w głowie.
- Teraz to przegięłaś – Ponownie drasnęła moje ciało, tym samym zostawiając na nim dość sporą lecz nie głęboką dziarę. Moje ciało mimo ciężkich warunków, zgięło się w pół. Znów poczułam to ciepło oraz zimny pot oblewający je całe. - Co ja Ci takiego zrobiłam ? – Szepnęłam ostatkami sił.
- Nie jesteś moją siostrą.
- Jak to nie, przecież jestem. – Poprawiłam ją, a z moich oczu tryskały łzy.
- Nie jesteś głupia suko, i nigdy nie byłaś – Powiedziała z nutką irytacji.
- Nie rozumiem – Wymamrotałam, a moje oczy w jednej chwili stały się pięć razy większe.
- To zrozum – Wstała z krzesła kierując się w stronę wyjścia. – Zabiłam twoją matkę tak okrutnie jak twoją siostrę kiedy była we Francji.
- Czekaj – Krzyknęłam a łzy które wypływały z moich oczu przeistoczyły się w dwa strumienie słonych kropel wody. – Jak to moją siostrę ?
- Po prostu – Cofnęła się od drzwi podchodząc do jej poprzedniego celu. – Zabrałaś mi wszystko, zabrałaś mi najlepszego przyjaciela. – Westchnęła, odwracając wzrok – Zabrałaś mi Harrego który kiedyś był moim najlepszym przyjacielem, lecz gdy wyjechał i zaczął przyjaźnić się z tobą, olał mnie. Zupełnie. Teraz ty wiesz, jak to jest stracić osobę na której Ci tak bardzo zależy. – Zaśmiała się cwaniacko, podchodząc do jakiegoś telewizora i naciskając przycisk na pilocie włączyła zdjęcia moje oraz mojej mamy, które sprawiały że miałam ochotę zabić tą szmatę tu i teraz. – A za chwilę ty do nich dołączysz – Mruknęła wyciągając z kieszeni kurtki broń i wcelowując prosto w moje serce. – Od teraz, będziesz wiedzieć co to znaczy ból. Szkoda że to twoje ostatnie doświadczenie.
- Jesteś okrutna – Warknęłam, przełykając łzy. Byłam cała roztrzęsiona. W ciągu kilku godzin straciłam dwie osoby, które odgrywały w moim życiu największe role. I to przez nią, przez osobę która nie ma serca. Która nie ma duszy i nawet odrobiny wyczucia. Która jest suką. Po kilku sekundach usłyszałam odblokowywanie broni i ciche szmery gdzieś z zewnątrz.

* Oczami Zayna *

- I co, nie ma jej ? – Szepnął Justin do zdenerwowanego Harrego.
- Nie kurwa, chowa się pod stołem. – Parsknął Styles
- Pytam tylko. – Dodał po chwili
- Pytasz już chyba setny raz, a odpowiedź jest wciąż ta sama, więc może lepiej rusz tą dupę i zajmij się szukaniem Emily ?
- A co robię ? Siedzę ? – Warknął złowrogo.
- Ni… – Styles zaczął lecz nie dokończył ponieważ mu przerwałem.
- Chłopaki, spokojnie. Znajdziemy ją. – Pokręciłem głową, tak jakbym nie dawał sobie na to wielkich nadziei.
- Masz jeszcze taką nadzieję? Bo ja nie. - Rzucił oschle.
- Musimy się tylko zastanowić gdzie ona może być - Dodałem.
- No chyba nie poszła na spacer, - Styles zaśmiał się ironicznie.
- Możesz, przestać z łaski swojej ? - Wtrącił Bieber - Cały czas tylko się obrażasz, dogadujesz zamiast nam pomóc myśleć gdzie ona może być.
- Denerwujcie mnie, o co w ogóle chodzi.
- Nie ważne - Ponownie wtrącił Bieber.
- To były jej urodziny, co się stało że ona stąd wybiegła ?
- Jej matka nie żyje - Uzasadniłem spoglądając na chłopaków,
- Jak to ? Czemu ? - Brunet zaczął się dopytywać.
- Tak wyszło. -Dodaliśmy równo, a Harry zmierzył nas jedynie dość śmiesznym wzrokiem.
- Tak, z pewnością. – Rzucił loczek, wstając i kierując się w stronę drzwi.
- Gdzie idziesz ? – Zapytałem pełen irytacji.
- A co mam robić ? Idę szukać Em.
- Idziemy z tobą – Mruknął Bieber również kierując się w stronę drzwi. Po chwili i ja zrobiłem to samo. Kilka minut później siedzieliśmy już w samochodzie jadąc do domu Emily. Nie wiem co się z nią stało. Ale byłem prawie pewny że nie uciekła. Ktoś ją porwał. A gdy myślę kto, przed oczami widzę Julię. Zimna suka. Ona powinna umrzeć, zginąć w wypadku. Cokolwiek byle nie szwendała się już po świecie. Ale, nawet jakbyśmy chcieli ją znaleźć. Nie wiemy gdzie ona jest. Trudno ukryć że Londyn jest sporym miastem, więc w tej chwili mogą być dosłownie wszędzie.
- To Julia – Szepnąłem a oczy moich towarzyszy skierowały się na mnie – To Julia ją porwała – Powiedziałem już bardziej stanowczo.
- No tak – Parsknął Justin zamykając powieki.
- O co wam chodzi z tą Julią, przecież to jej siostra – Oburzył się Harry.
- Długa historia, kiedyś Ci opowiemy a teraz jedź do Marcusa. Szybko – Warknął Bieber. Jak kazał tak zrobiłem, zjechałem parę przecznic dalej kierując się tym razem na „dom” Marco.  Marcus Drow jest to osoba która wie wszystko i o wszystkich. Więc pewnie będzie wiedział gdzie jest Emily, oby nie było za późno. Po 15 minutach weszliśmy już do Drow’a kierując się od razu do salonu.
- Drow, musisz nam pomóc – Mruknął Bieber. – Namierz ją – Wręczył Marco numer telefonu dziewczyny a ten od razu podszedł do swojego komputera wstukując cyfry do jakiegoś programu.
- Niestety, telefon albo po za zasięgiem. Albo wyłączony – Powiedział przyciszonym głosem.
- Kurwa – Harry kopnął w stolik a jego szczęka się naprężyła. - Może wytłumaczycie mi o co chodzi z tą Julią ? - Spojrzał na nas zdezorientowany.
- No bo to ... - Zacząłem, przenosząc wzrok na Justina.
- Byłem w tym roku we Francji. Dość sporo czasu. - Zaczął Bieber.
- No wiem bo też tam byłem - Dodał Styles.
- Mógłbyś mi nie przerywać ? - Szepnął Kanadyjczyk - No i była taka pewna dziewczyna Julia w której się zakochałeś, lecz ta dziewczyna z którą teraz byłeś. Nie jest nią. Jest zupełnie kim innym. Jest morderczynią która zabiła Julię chcąc zemścić się na Emily za to że kiedyś ukradła jej przyjaciela - Westchnął Bieber.
- Jakiego przyjaciela ?
- O Ciebie - Dodał po chwili wskazując na Stylesa.
- Mnie ? - Zapytał z niedowierzaniem Brytyjczyk.
- Tak Ciebie - Rzuciłem wstając i podchodząc do okna skąd obserwowałem przejeżdżający jeden za drugim samochód. Nagle Harry wstał wyciągając telefon i podchodząc do Marcusa, wskazał mu numer który przed chwilą wyszukał.
- Kogo to numer ? –Wtrącił Justin
- Julii – Skrzywił się Styles.
- Jesteś pewien że chcesz tam jechać z nami ? - Upewniłem się .
- Zabiję sukę . - Wykrzywił się Styles.
- Mamy go ! – Krzyknął Marco – Jest tu – Wskazał na mapkę miasta w swoim komputerze.
- To nie daleko – Rzuciłem kierując się do swojego auta, chłopaki zrobili to samo dziękując Drow’owi za dobrą robotę.

***

- Kurwa, co to za zadupie – Warknąłem kierując się do opuszczonego magazynu z którego unosiły się przeróżne odgłosy.
- To Emily, wszędzie poznam ten głos – Wtrącił Bieber.
- Tak i Julia – Dodał Styles. Podeszliśmy jeszcze bliżej drzwi, które nie były do końca zamknięte przyglądając się sytuacji. Em siedziała, przywiązana do krzesła a za nią stał jakiś ogromy mężczyzna z gotowością do ataku. Julia za to, widniała przed Emily celując w nią bronią.
- Kiedy wchodzimy ? – Szepnął Harry a Julia w tym samym czasie odwróciła się. Gdy nas ujrzała, od razu zbliżyła się do Em przykładając jej pistolet do klatki piersiowej. Otworzyłem drzwi i razem z Justinem weszliśmy do środka. Stwierdziliśmy że Harry w tym momencie nie jest potrzebny. Rozpraszałby jedynie wszystkich.
- Oddaj broń Julia – Warknął Bieber.
- Bo co, bo zabiłam prawdziwą Julię ?  - Parsknęła śmiechem – Chyba sobie żartujesz.
- Oddaj to – Powtórzyłem słowa Justina, małymi kroczkami zbliżając się do dziewczyny.
- Nie podchodź bo strzelę – Mruknęła roztrzęsiona Julia.
- Dlaczego jesteś taka zimna ? - Zapytałem z ironią.
- A co ? Może zakochałeś się w tej dziwce. - Wskazała na Emily po czym szarpnęła ją za włosy.
- Weźcie ją, proszę – Wtrąciła Emily, która była cała zapłakana.
- Powiedziałem Ci coś, to nie jej wina że Styles nie chciał mieć takiej przyjaciółki jak ty, głupia szmato - Justin warknął opierając się o szafkę.
- Zostaw ją – Zza drzwi wyłonił się Harry. Dziewczynę widocznie rozzłościł jego widok ponieważ jej twarz przybrała wojenną maskę.
- Ooo wilku mowa - Julia zaśmiała się chytrze, lustrując chłopaka.
- Mówiłem Ci że nic między nami nie ma, nigdy nie było i nie będzie - Warknął groźnie.
- Wiem że mnie potrzebujesz, chyba że chcesz ją... A raczej to co po niej za chwilę zostanie - Parsknęła.
- Nie waż się jej cokolwiek zrobić - Wrzasnął loczek.
- Odsunąć się od niej – Wrzasnęła blondynka.
- Harry, kurwa miałeś nie wchodzić – Uniósł się Kanadyjczyk
- Nie interesuje mnie to – Prychnął brunet coraz pewniej podchodząc do Julii.
- Nie podchodź, ostrzegam – Powiedziała dość opanowana. A Emily siedziała wpatrując tylko się co chwilę w inną osobę.
- Styles, stój – Krzyknąłem chcąc go zatrzymać lecz gdy rzucił się na Julię jej broń wystrzeliła raniąc Emily w gdzieś w okolicach brzucha.
- Ja pierdole, bierz ją Zayn, ja się nimi zajmę – Wrzasnął Bieber podążając do Harrego. Tymczasem ja podbiegłem szybko do Em z której krew lała się litrami, i wziąłem ją na ręce odwiązując sznury umieszczone na jej nadgarstkach oraz nogach. Po chwili byliśmy już na zewnątrz, położyłem ją na ziemi, zdejmując swoją kurtkę i otuliłem jej ramiona po czym wtuliłem ją mocno w siebie.
- Kochanie, jestem tu już wszystko będzie dobrze – Szepnąłem jej do ucha musnąwszy czule kącik jej ust.

* Oczami Emily *

W pewnej chwili poczułam, przerażający strzał a moje ciało obezwładniało. Czułam jak jakaś mała metalowa istota krąży w okolicach mojego brzucha, szukając nieokreślonego celu. A moje ciało zlało się zimnym potem, obumierając. Czułam jak odchodzę, jak odchodzę z tego świata przechodząc to tego lepszego. Śmierć ? Może to i lepiej. W końcu będę mogła się przytulić do mamy. Do mamy i siostry które tak bardzo kocham. Odchodzę, żegnajcie… Idę w stronę tego pięknego światła na spotkanie z przeznaczeniem. Pokonując jeden krok do przodu, zasypiam głębiej, coraz głębiej. Za chwilę zasnę, tak na zawsze…

„Nie ma lepszej śmierci, jak w chwili szczęścia”


„Życie to prolog. Śmierć jest początkiem, nie końcem”





~~*~~

Tak więc taki 6 rozdział.
Przyznam się że pisałam go na szybko teraz o 02.30 w nocy.
Więc przepraszam za błędy ale nie chciałam was zawieść bo obiecałam dodać.
Dziękuję z całego serca za te 17 komentarzy do 5 części i ponad 2 tysiące wejść !
To jest coś niesamowitego!
Czekam na szczere opinie, i proszę zostawiajcie komentarze. To daje wielkiego kopa, ponieważ wiem że jesteście ze mną.


Kocham Was


~ Amy.

poniedziałek, 4 marca 2013

Rozdział Piąty.




"Dlaczego ? Dlatego że bałam się zobaczyć zimne ciało mojej mamy."

Szczerze mówiąc nie wiedziałam, dlaczego taki jest.  Przecież, jeszcze przed chwilą. Skłonny był do spędzenia ze mną nocy, a teraz odpycha mnie swym oschłym tonem. Czuję się czasem przy nim jak zamknięta w klatce lalka. Ale o co chodzi z tymi urodzinami ? Tak, to fakt. Jutro są moje urodziny, mam nadzieję że będzie naprawdę cudownie. Czasem  chce wrócić do domu, zamknąć się w pokoju i spędzić tam resztę życia. Co mi przyszło uciekać? Chyba zrobiłam to zbyt pochopnie, gdyby nie Justin. Pewnie już byłoby po mnie, nie miałabym się gdzie podziać. Błądziłabym tymi zatłoczonymi uliczkami jak zwykle w poszukiwaniu, jakiegoś nieokreślonego celu. Czasem przerażało mnie moje życie, ono jest tak poukładane że mam ochotę je kompletnie rozwalić i zacząć od nowa. Budować swój świat. Cegła po cegle, wszystko po kolei. Bez zbędnych uczuć, chamskie, zimne, oschłe. Wolałabym być bezuczuciową suką. Kłamstwo które potocznie nazywane jest „miłością” ma nam chyba pokazać, jacy jesteśmy naiwni wierząc w to wszystko. Miłość od pierwszego wejrzenia ? No proszę was, większej bzdury chyba nie da się wymyślić. Podeszłam do kanapy na której, niedawno siedziałam z Justinem. Prawdę mówiąc, nie wiem co mam robić. Bieber gdzieś poszedł, a ja ? Błąkam się po jego domu, jak jakaś psychiczna. Usiadłam na niej i sama nie wiem kiedy, ponownie odcięłam się od rzeczywistości, przenosząc się w wyimaginowaną krainę marzeń. Czułam się w niej jak ryba w wodzie. Siedząc tak nawet nie wiem dokładnie kiedy, moje powieki stały się na tyle ciężkie że zasnęłam.

*
Obudziły mnie promienie słońca, dostające się w tym momencie do pokoju w którym przebywałam. Zaraz, zaraz .. Pokoju ? Przecież zasypiałam w salonie. Uniosłam się szybko na łokciach lustrując pomieszczenie. Zsunęłam swoje dość zgrabne nogi z łóżka po czym stając przeciągnęłam się na wszystkie strony świata. Podeszłam do drzwi naciskając na klamkę, po chwili byłam już w drodze na dół skąd unosiły się dwuznaczne odgłosy. Miałam jedynie nadzieję że nie będzie tam znów Malika. Ten chłopak zaczął działać mi na nerwy, naprawdę. Kiedyś go tak, lubiłam. A teraz ? Trzymajcie mnie. Gdy byłam już blisko kuchni, przysłuchałam się dokładnie czy nie ma tam innych osób po czym pewnym krokiem weszłam do kuchni.
- Baby, baby, baby ohohohhoh – Śpiewał Bieber, robiący naleśniki. Takiego widoku jeszcze nie widziałam, naprawdę. Dałabym sobie rękę uciąć za to, że on jest normalny. Dobrze że się z nikim o to nie zakładałam, bo nie miałabym już ręki.
- No ! Brawo, nie wiedziałam że masz taki wieki talent – Zaczęłam bić „brawo” cięgle się śmiejąc. Oparłam się o blat kuchenny który widniał naprzeciwko chłopaka.
- Przestań mi słodzić – Pokiwał jedynie głową, nakładając naleśniki na talerz.
- Dobrze, dobrze – Przymknęłam na chwilę powieki po czym kontynuowałam – Co na śniadanie ? – Uśmiechnęłam się subtelnie, śledząc każdy ruch chłopaka.
- Naleśniki z czekoladą – Chłopak powiedział podsuwając mi pod nos, jedną porcję – Smacznego, kochanie – Dodał po chwili a ja oblałam się rumieńcem. Byłam bardzo mało, odporna na tak przesłodzone zwroty.
- Dziękuję – Kiwnęłam głową, biorąc talerzyk i zasiadając na jednym z barowych krzeseł umieszczonych przy wysokim stole, wzięłam kęs przysmaku.
- Mmmmmmmmm – Przeciągając spoglądałam ciągle na blondyna, który uśmiechał się słodko.
- No wiesz, jestem mistrzem w kuchni. – Puścił mi perskie oczko, na co ja jedynie ugryzłam następny kęs naleśnika.
- Ja jestem mistrzem we wszystkim – Dodałam kończąc śniadanie i wstając od stołu.
- Jesteś tego, taka pewna ? – Zapytał podchodząc bardzo blisko mnie.
- Jak niczego innego – Dodałam przełykając kęs.
- No, nie wiem co teraz z tobą zrobić – Bieber zaplótł ręce na mojej talii coraz bardziej przysuwając swoją twarz do mojej. Po chwili nasze spojrzenia się spotkały, to mnie już męczyło. Gdy tak patrzył miałam, gorącą ochotę się na niego rzucić. Przygryzłam mimowolnie dolną wargę, czując delikatne muśnięcie kącika moich ust.
- Czekoladka – Uzasadnił Justin, biorąc mój talerzyk i położył go na blacie. – Dokładka ? – Szepnął cicho, cięgle na mnie spoglądając. „W co on gra ?” – Wymamrotałam pod nosem kierując się ku wyjściu z kuchni. No fakt, dziś moje urodziny. To stąd ten humorek.
- Idę się przebrać – Również szepnęłam kierując się po schodach na górę, gdzie zamknęłam się w łazience. Podeszłam do lustra biorąc głęboki wdech, tym samym zauważając że faktycznie mam pełno czekolady w kącikach swoich ust. Co za idiotka ze mnie, nawet jeść nie umiem. Przemyłam twarz, uczesałam włosy i udałam się do mojej torby do której spakowałam kilka swoich ciuchów. Po chwili wyciągnęłam z niej jasnego koloru jeansowe rurki, luźną, czarną, prześwitującą koszulkę na ramiączkach i kosmetyki którymi przyozdobiłam swoją twarz. Przebrałam się w przygotowany strój i chowając resztę moich rzeczy powrotem do torby wyszłam z łazienki i już po chwili siedziałam na kanapie w salonie, przeglądając jakąś beznadzieją gazetę. Nagle po całym domu, rozniósł się dźwięk dzwonka a Justin czym prędzej otworzył drzwi. Przez chwilę szeptał z kimś przy drzwiach, wiedziałam że coś kombinuje ale nie podejrzewałam go o coś tak złośliwego. Po chwili moim oczom ukazała się dobrze, mi znana sylwetka wysokiego mężczyzny.
- Harry ? – Szepnęłam. – Co ty tu robisz ? – Po chwili dodałam.
- Szukałem Cię, już przez chwilę traciłem nadzieję że kiedykolwiek Cię znajdę – Rzucił podbiegając do mnie szybko.
- Nie chcę Cię znać – Wstałam nerwowo przygryzając dolną wargę.
- Kocham Cię Emily – Wyszeptał brunet.
- Ale przecież, będziesz miał dziecko z – Zabrałam głęboki wdech po czym przeniosłam wzrok na Stylesa – Z Julią – Dokończyłam krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Nie, to nie moje dziecko – Parsknął – My nawet nie uprawialiśmy seksu, więc nie wiem skąd jej przyszedł do głowy taki pomysł – Dodał po chwili siadając na kanapie.
- Jak to ? – Zmarszczyłam brwi siadając na fotelu naprzeciwko niego.
- Tak, po prostu. Chyba zrobiła z siebie największą idiotkę pod słońcem, albo po prostu powiedziała to bo chciała żeby Ciebie to zabolało – Westchnął – I udało jej się.
- Z wami koniec ? – Dopytywałam .
- Definitywny – Mruknął loczek przesyłając mi smutne spojrzenie. – Proszę Cię wybacz mi, przecież nic takiego nie zrobiłem. – Kontynuował.
- Nie wiem czy kiedykolwiek będę w stanie Ci zaufać – Szepnęłam wstając, a zaraz potem moja ręka się uniosła a palcem wskazałam na drzwi. – Wyjdź, proszę – Z moich oczu popłynęły łzy.
- Emily, daj mi szansę.
- Na co ?! Na ponowne, zranienie mnie !? – Wrzasnęłam wyrzucając z siebie całe zło. – Lepiej sobie idź zrobić jeszcze jedno dziecko, idioto – Parsknęłam odwracając się w stronę okna. Zacisnęłam wargi ukazując jedynie wąską malinową linię po czym uwolniłam z siebie powietrze. Nagle poczułam czyjeś ręce na swojej talii. Wiedziałam że to co powiedziałam, nie było na miejscu, nie powinnam go osądzać bo przecież nic nie zrobił, czułam się jak kompletna kretynka. Nie jestem najważniejszą osobą na świecie i nikt nie musi koło mnie skakać, trzeba sobie to w końcu uświadomić. Może jemu naprawdę ma nie zależy ? - Przepraszam  - Wyszeptałam, obcierając łzy.
- Nie masz za co kochanie – Szepnął wtulając mnie w siebie jeszcze mocniej. W końcu usiedliśmy wtuleni w siebie lecz tą jakże piękną chwilę przerwał nam znajomy głos Justina.
- Nie chciałbym wam przerywać ale musimy się zbierać- Mrukną Bieber, uśmiechając się cwaniacko.
- Musimy ? – Spytałam, delikatnie unosząc swój wzrok na jego twarz.
- Musimy – Wtrącił Styles i już po chwili stał obok Biebera.
- No dobrze – Parsknęłam, udając się do drzwi, gdzie przed wyjściem założyłam jeszcze swe czarne baletki.
- No to chodźmy – Wtrącił Bieber zabierając ze sobą dość sporą torbę treningową. Ruszyliśmy za nim a po chwili siedzieliśmy już w samochodzie, kogo ? Oczywiście że Malika. Jechaliśmy a mój wzrok wędrował chyba po każdej możliwej rzeczy która miała miejsce w tym samochodzie. Moją uwagę przykuła mina Zayna oraz Justina którzy byli spięci, podenerwowani. Nie wiedziałam o co chodzi, z jednej strony się bałam. A z drugiej wiedziałam, że mam w Okół siebie osoby które mnie obronią. Jechaliśmy w całkowitej ciszy aż dojechaliśmy pod jakiś club. Wysiedliśmy z samochodu a ja odruchowo spojrzałam na telefon. Jezu, już 17 . Jak ten czas szybko leci, czuję się jakbym przed chwilą wstała. Weszliśmy do środka a ze wszystkich zakątków sali wyskoczyli ludzie krzycząc „NIESPODZIANKA”. Do moich oczu momentalnie napłynęły łzy, widząc jak kochanych mam przyjaciół. Była tam Danielle, Eleanor, Louis, Niall, Liam i oczywiście Justin, Harry i Zayn oraz inne osoby których nie znam. Nie przeszkadzało mi to, w końcu więcej osób lepsza impreza. Brakowało mi tu tylko Julii i mojej mamy.
- Wszystkiego Najlepszego Em ! – Szepnął Niall, przytulając mnie z całych sił.
- Oh taak ! I uśmiechu, słońce – Wtrącił Liam z Louisem podążając w moją stronę.
- Szczęścia i miłości – Dodały dziewczyny, również mnie przytulając.
- Żebyś zawsze, miała tak wspaniałych przyjaciół jak my ! – Rzucił Justin, składając czułego całusa na mym czole.
- I była taka piękna ! – Powiedział Zayn swym jakże zniewalającym głosem, może był denerwujący. Ale miałam maksymalną słabość do… do niego.
- Wiesz że Cię kocham – Wymruczał Harry, całując mnie w policzek. Przez chwile, stałam jak wbita. Miałam tak cudownych znajomych, przyjaciół. Miałam tak cudowną rodzinę. Nie wyobrażam sobie, bez nich życia. Są dla mnie wszystkim czego potrzebuję. Codziennie dziękuję bogu że ich mam.
- Dziękuję, nie wiem co mam powiedzieć. Dziękuję wam z całego serca. – Powiedziałam z wielkim uśmiechem na twarzy. – Dziękuję tobie Niallerku, Louisie, Liaśu, Zaynie, Justinku, Haroldzie, Eleanor, Danielle – Wypowiadając ich imiona, wskazywałam po kolei na moich towarzyszy. A moje oczy ponownie się zwilżyły – Ale kogoś mi tu brakuje – Dodałam po chwili. – Gdzie moja mama, Justin ?
- Już po nią jedziemy z Zaynem – Powiedział kierując się do drzwi. – Chodź stary. – Rzucił do Zayna i wyszli znikając za przyciemnianymi drzwiami.


*Oczami Justina*

- Kurwa, ciekawe jak my to teraz zrobimy – Spojrzałem na Zayna który szedł ze spuszczoną głową.
- Nie wiem, ale w jej oczach widziałem coś, czego nigdy nie chciałem zobaczyć u żadnej dziewczyny – Mruknął wsiadając za kierownicę swojego lamborghini.
- Musimy ją załatwić, im prędzej tym lepiej – Szepnąłem odpalając papierosa i zaciągając się dymem.
- Wiem, tyle to każdy wie.
- Dobra, jedź i nie wkurwiaj mnie – Powiedziałem wypuszczając z siebie dym. Jechaliśmy tak dość sporo czasu. Nie wyobrażałem sobie tego, a jednak. Za chwilę miałem zabić człowieka. I wszystko powróciło. Dlaczego przestałem śpiewać  ? Dlatego że już kiedyś to zrobiłem, kiedyś już zabiłem człowieka. Był to jakiś przygłupi reporter który zamieniał moje życie w koszmar. Czułem się jak więzień we własnym domu. On był wszędzie, chodził za mną, groził, atakował. Chciał mnie wielokrotnie pozbawić życia. Lecz gdy już kolejny raz próbował to zrobić, nie wytrzymałem. Również go zaatakowałem. Zabiłem, nawet nie wiem jak. Nie wiem dlaczego, nie wiem czemu to zrobiłem. Ale do teraz mam to na sumieniu, mimo tego że on był złym człowiekiem. Do końca życia będę się bił z myślami „Co by było gdyby”. Po chwili już ostatni raz się zaciągnąłem i gasząc papierosa wyrzuciłem go przez okno.
- Jesteśmy – Warknął Zayn, widać było że go to denerwuje.
- Widzę – Parsknąłem wysiadając z samochodu. Wziąłem broń i schowałem z tyłu za spodnie po czym ruszyłem w kierunku, drzwi do domu Em. – Chodź – Dodałem po chwili unosząc delikatnie rękę ku górze. Zayn podążał ostrożnie za mną, gdy byliśmy już blisko drzwi usłyszałem głośny strzał. Tak, jakby ktoś kogoś postrzelił. Przerażała mnie myśl co mogę za chwilę zobaczyć. Pierwszy raz się bałem.
- Co to kurwa, było ? – Zayn wydarł się szarpiąc tym samym drzwi i wślizgując się do środka. Postąpiłem podobnie, szliśmy ostrożnie korytarzem, rozglądając się na wszystkie możliwe strony. Doszliśmy do salonu i ujrzeliśmy Julię pochyloną nad mamą Em. Ale ona się nie ruszała. Wchodząc dalej ujrzałem kałużę krwi w której było zatopione ciało Elizabeth. Julia ją zabiła ? Co za suka. Moje mięśnie naprężyły się jeszcze bardziej, szczęka przybrała charakterystyczny wyraz a ręce zacisnęły się w pięści.
- Co ty tu odpierdalasz ? – Wrzasnąłem, a dziewczyna gwałtownie się odwróciła, chyba nie była przygotowana że ktoś ją na tym nakryje. Z moich oczu biło piorunami.
- A co mam robić, bawię się – Prychnęła z cwaniackim uśmieszkiem.
- Nie masz serca. – Warknął Zayn – Dlaczego ją zabiłaś ? – Dodał po chwili z miną mordercy.
- Bo mi się tak podobało, nie pasowała mi tu więc odesłałam ją tam – Wskazała na sufit lecz tak naprawdę chodziło jej o niebo.
- Ty jesteś chora kobieto, nie zasługujesz żeby żyć ! Jesteś przebiegłą suką która nie ma za grosz uczuć – Mój oddech się przyśpieszył a moja klatka piersiowa zaczęła się nieregularnie ruszać.
- Kochanie, bo ci żyłka pęknie – Rzuciła z ironią.
- Suka – Warknąłem wyciągając broń z tylniej kieszeni spodni.
- To tak się bawimy ? – Dopytała po czym wzięła swoją broń i nie czekając na nic strzeliła a wystrzelony nabój, szarpnął moją ręką z taką siłą że przewróciłem się na ziemię. Dziewczyna w tym czasie szybko wybiegła z domu zatrzaskując za sobą drzwi.
- No co się kurwa patrzysz ?! Biegnij za nią – Mruknąłem w stronę Zayna który stał i patrzył się na mnie tępo.
- Dogonię ją, masz rację – Prychnął podbiegając do mamy Em.
- Żyje ? – Wydukałem z przerażeniem.
- Nie – Szepnął, tak jakby nie chciał jej obudzić. Lecz ona już nie żyła, jak ja to powiem Emily ? Jak, no jak ? „Em widziałem jak zabijają twoją mamę, przepraszam ale nie mogłem pomóc”. Jestem beznadziejny. To wszystko jest beznadziejne.
- Muszę zadzwonić do Emily – Mruknąłem wyciągając z kieszeni telefon.
- Myślisz że to dobry pomysł ?
- Nie, zostawmy ją tu i niech ona ją sama znajdzie – Powiedziałem z ironią wybierając numer i przykładając słuchawkę do ucha.
- Tak ? – Krzyknęła Em, w tle było słychać jedynie głośną muzykę.
- Słuchaj – Przełknąłem głośno ślinę – Twoja mama nie żyje – Szepnąłem po chwili.
- Co ? W ogóle Cię nie słyszę – Mruknęła już ciszej.
- Twoja mama nie żyje – Powiedziałem uniesionym głosem.
- Co ? Nie żartuj sobie okej ? Bierz ją i przyjeżdżajcie szybko.
- Emily, ja wcale nie żartuję. – Burknąłem ze łzami w oczach.
- Nie, to .. to nie może być prawda – Zaczęła się jąkać. Wiedziałem że w tym momencie dzieje się z nią coś złego.

* Oczami Emily*
- Kłamiesz ! Dlaczego kłamiesz ? ! – Krzyczałam tym samym dławiąc się łzami.
- Nie kłamię – Powiedział stanowczo
- Nienawidzę Cię !  – Parsknęłam i rozłączyłam się po czym zaczęłam szybko kierować się ku wyjściu. Brnęłam przez tłumy tańczących ludzi a po moich policzka łzy spływały jednym cięgiem. Było mi duszno, tak cholernie duszno. Moja głowa pulsowała z każdą sekundą coraz mocniej i mocniej. Czułam się jakby mój świat się zawalił, moja mama zmarała ? To musiała być jakaś pomyłka. Może pomylił domy ? Ale przecież on wczoraj rozmawiał z Zaynem że muszą kogoś załatwić. Oni ją zabili ? Niee, nie możliwe. Przecież oni tacy nie są, a może jednak oni ? Nienawidzę go, mówił że zawsze mogę na niego liczyć a tym czasem odsyła moją mamę na drugi świat ? Ten człowiek nie ma serca, on jest nikim. W końcu dobiegłam do wyjścia w tym samym czasie ujrzałam że Styles biegnie za mną. Nie czekając na niego wyrwałam się z tego przepełnionego miejsca ciągle dławiąc się łzami. Nie mogłam już wytrzymać, chciałam się po prostu do niej przytulić. Tak jak zwykle gdy miałam problem, ona zawsze mnie wysłuchała i pomogła. Wbiegłam za budynek po czym zsunęłam się po ścianie na dół siadając na zimnej trawie, głęboko oddychając. Nie to nie prawda. Biłam się z myślami. Bałam się iść do domu. Dlaczego ? Dlatego że bałam się zobaczyć zimne ciało mojej mamy. Zamieniłam z nią ostatnimi dniami tylko kilka słów, widziałam ją zaledwie dwa razy. Przetarłam nadgarstkami swe oczy a w tym samym czasie ktoś z całych sił szarpnął mnie za nadgarstek zakrywając mi oczy. Jedyne co jeszcze usłyszałam to słowa zbliżającego się Harrego, a później .. Nic, ciemność. Bałam się ale, nie chciałam się bronić. Nawet już nie płakałam. Czułam się całkowicie bezsilna, pusta, pozbawiona uczuć. W końcu ktoś wrzucił mnie do samochodu odsłonił oczy. Po chwili ujrzałam Julię z dwoma dobrze, bardzo dobrze zbudowanymi mężczyznami.
- O co chodzi – Krzyknęłam tym samy zostając skarcona nożem w brzuch. Ten bul przeszywał mnie od środka. Chciałam krzyczeć, chodź nie miałam na to zupełnie siły. Czułam się jakbym łamała sobie po kolei wszystkie kości. Ten ból jest nie do opisania. Zacisnęłam powieki po czym zagryzłam dolną wargę z całych sił tym samym ją przegryzając, skarciłam się w duchu lecz nie miałam zamiaru otwierać oczu. Ten ból kumulował się w moim brzuchu, czułam tryskającą krew która wpijała się w moją czarną koszulkę. Harry, proszę przyjdź tu. Po kilku minutach poczułam że samochód rusza, chcę umrzeć. Proszę, zabijcie mnie.
- Teraz zobaczysz co to znaczy cierpieć, suko – Warknęła Julia, tak Julia, zawsze poznam ten głos, ale kim ona jest i co zrobiła z moją siostrą.


~~*~~

To jest już piąta część.
Tak wiem że się pośpieszyłam, ale stwierdziłam że raz mogę dodać trochę szybciej.
Dziękuję wam, za wejścia na stronę.
To dla mnie bardzo ważne !
Proszę, zostawiajcie za sobą komentarze !! Ponieważ, nie chcę pisać tego tylko dla siebie. Chę to pisać dla was ! Więc zostawcie za sobą, opinię, wskazówkę, przyjmę nawet onstruktywną krytykę i postaram się poprawić. TO DAJE WIELKIEGO KOPA ! BO WIEM, ŻE NIE JESTEM TU SAMA :)))


KOCHAM WAS ♥

~ Amy.