piątek, 15 marca 2013

Rozdział Siódmy.





"Zorientowałam się że całej sytuacji przygląda się Harry. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, nie wiedziałam co mam zrobić."

- Emily, wszystko będzie dobrze. Pogotowie już jedzie, trzymaj się proszę. Nie odchodź – Ktoś krzyczał lecz ja, nie mogłam nawet rozpoznać jego głosu. Nie wiedziałam kim on jest, nie wiedziałam co się przed chwilą stało. Nic nie wiedziałam, czułam jedynie okropny ból który rozrywał mnie od środka. Powoli traciłam kontrolę nad swoimi myślami, myślałam o wszystkim i o niczym jednocześnie. Po chwili, usłyszałam głośny pisk karetki która podjechała, a zaraz potem odjechała. Tyle że już ze mną, dlaczego nie mogłam otworzyć oczu ? Dlaczego oni wszyscy rozmawiają o mnie w trzeciej osobie ? Przecież ja tu jestem, ej ! Widzicie mnie, jestem tu przecież. Tylko szkoda że nic nie widzę. Co się stało, dlaczego tak bardzo boli mnie brzuch. Znów tyle pytań, tak mało czasu. Czasem moje rozważania doprowadziły mnie do szaleństwa. Gdy poczułam lekkie wzdryganie łóżkiem, zorientowałam się że jesteśmy już w szpitalu. Jedziemy a co chwile neonowo rażące światła wbijają się w moje oczy powodując pieczenie. Panie doktorze, co mi jest ? Czy ktoś mnie w ogóle słucha ? Bijąc się z myślami marzyłam o tym, aby w końcu obudzić się z tego snu. Z tego koszmaru …
- Siostro, proszę podać narkozę. Musimy operować. – Usłyszałam zachrypnięty a za razem stanowczy głos mężczyzny. Ale jak to operować. Przecież ja jestem zdrowa, tylko brzuch mnie trochę boli. Nie, nie ważcie się dotykać mojego ciała ! Ale kilka minut później, zrobiłam się strasznie senna. Jakby moje powieki ważyły z pięć kilo, chodź były cały czas zamknięte. Moja podświadomość zasypiała, coraz głębiej, głębiej… Aż zasnęła, całkowicie.
***


- Ej widzisz nas ? – Usłyszałam przyjazny kobiecy głos czym prędzej otwierając oczy. Ten widok mnie nieco zraził, ponieważ latarka którą świecono mi po oczach nie miała przyjaznego światła. Była raczej, rażąca. – No w końcu, śpiąca królewna się obudziła. – Kobieta parsknęła dzikim śmiechem wychodząc z sali. Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego było jej do śmiechu. Otwierając całkowicie oczy ujrzałam, znajomą mi postać. Czy to był Justin ? Taak, to z pewnością on. Tylko czekaj, czekaj. Kim on dla mnie był ? Nic nie pamiętam, o co chodzi ?
- Jezu, tak się o Ciebie martwiłem. – Justin podbiegł do mnie składając na moim czole czułego całusa. Może on był moim chłopakiem? W końcu chyba by tu nie siedział, gdyby nim nie był. Sama nie wiem.
- Ale przecież, nic mi nie jest – Zlustrowałam chłopaka a potem swoje ciało które było strasznie obolałe.
- Spałaś trzy tygodnie – Westchnął ciężko siadając na skraju mojego łóżka.
- Siedziałeś tu trzy tygodnie ? – Zmrużyłam oczy chcąc dowiedzieć się co tak właściwie miało miejsce.
- Siedziałem tu codziennie, czekając na jakiś twój ruch. Lecz nic, leżałaś tylko ze swoją bladą cerą i siwymi ustami. – Pogładził moją dłoń a kącik jego ust uniósł się lekko ku górze.
- Ale, kim ty jesteś ? Znaczy jaką rolę odgrywałeś w moim życiu ? – Ponowienie zapytałam a na jego twarzy pojawiło się dość spore zakłopotanie.
-Jestem .. jestem twoim przyjacielem – Powiedział po czym opuścił głowę – Niestety – Wyszeptał bezgłośnie.
- Pamiętam, Cię lecz nie pamiętam wszystkiego – Dodałam przymykając oczy które zapełniły się łzami.
- Ej, nie płacz piękna – Szepnął przez uśmiech. – Przypomnisz sobie wszystko, a na razie zamieszkasz u mnie . – Dodał po chwili .
- Nie mam swojego domu ?
- Masz, to znaczy. Nie chce byś tam teraz wracała – Mruknął. – Przepraszam, wiem że jesteś w ciężkim stanie. Ale muszę Ci to powiedzieć. – Westchnął, mocno ściskając moją rękę. – Twoja mama zmarła, pamiętasz ? Jutro jest jej pogrzeb, twoja ciocia się wszystkim zajęła . – Nagle zrobiło mi się tak gorąco że myślałam o tym aby wybuchnąć. Nie chciałam żyć. Mimowolnie przygryzłam dolną wargę a po moich policzkach spłynęło kilka nieznacznych łez.
- Kłamiesz – Szepnęłam, skręcając głowę i wbijając wzrok w nieokreślony punkt.
- Chciałbym  - Odpowiedział bezgłośnie, w tym samym momencie wszedł do sali lekarz.
- I jak się czujesz ? – Spojrzał na mnie, pewnie ujrzał moje łzy ponieważ od razu przesłał wrogie spojrzenie Bieberowi. – Mówiłem żeby jej nie męczyć . – Westchnął zapisując coś w swoim notesie.
- Panie doktorze, ja chcę wyjść. – Westchnęłam podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Nie możesz jeszcze, może za trzy dni Cię wypuścimy – Warknął
- Chcę, teraz, tu, w tej chwili wyjść. Pan też chciałby być na pogrzebie swojej matki prawda ? – Przesłałam mu piorunujące spojrzenie a on chyba zmiękł ponieważ tylko pokiwał głową wręczając mi wypis.
- Proszę się zgłosić do kontroli – Parsknął i wyszedł.
- Co za debil – Warknęłam
- Spokojnie, pomóż Ci w czymś ? – Szepnął chłopak podchodząc i zniżając się do mojego poziomu,
- A mógłbyś ? – Wskazałam na swoje ubrania których nie zdolna byłam sama przebrać.
- Jasne że tak. – Uśmiechnął się tak słodko, że pewnie gdybym stała upadałabym od razu. Podszedł do mnie delikatnie ściągając moją koszulkę i nakładając nową. Jego dłonie ocierały się o moje ciało co przyprawiało mnie o miłe dreszcze. Był cudowny, jego oczy, usta, nosek. I te dziko roztrzepane włosy. Nim się obejrzałam stałam już spakowana, wyszykowana przy wyjściu ze szpitala.
- W końcu wolność – Westchnęłam ze smutną miną kierując się w stronę samochodu Justina.
- Będzie dobrze – Szepnął pakując moją torbę do bagażnika, otworzyłam drzwi i szybko zajęłam miejsce pasażera. A brunet oczywiście kierowcy.
- Więc, gdzie teraz  ? – Zapytałam kierując swój wzrok na Justina.
- Chcesz zobaczyć się ze swoim chłopakiem ? – To pytanie mnie zdziwiło, kim był mój chłopak i dlaczego go przy mnie nie było ? Nie rozumiem, przecież on musiał być przy mnie.
- Kim jest mój chłopak ? – Parsknęłam
- Nie pamiętasz ? – Zapytał, lecz nie spojrzał na mnie. Był za bardzo skupiony prowadzeniem samochodu.
- Gdybym pamiętała, to bym nie pytała – Rzuciłam ironicznie, a w zamian otrzymałam jedynie chytry uśmieszek chłopaka. -  I z czego się cieszysz ?
- Uwielbiam gdy się złościsz, skarbie – Szepnął, ponownie się uśmiechając. Nie powiem, było to miłe. Lecz co on sobie myślał ? Palant, przecież nigdy w życiu się przy nim nie złościłam. Chyba …
- Opowiesz mi trochę o moim życiu ? – Spojrzałam na niego błagalnie.
- Oczywiście –Jęknął jakby sprawiło mu to nie lada przyjemność. – Tak więc, masz na imię Emily. Masz 17 lat i chodzisz ze mną do szkoły.  – Kontynuował – Masz chłopaka o imieniu Harry Styles, który śpiewa w boysbandzie „One Direction” – No super, jeszcze jakiś palant mi się przytrafił – pomyślałam nie spuszczając wzroku z chłopaka. – Ja jestem Justin Bieber, również śpiewam lecz mam karierę solową. Którą zawiesiłem jakieś pół roku temu. Może troszkę więcej i od tamtej pory jestem normal boy. – Zaśmiał się, skręcając w jakąś przecznicę.
- Czyli to mój cały życiorys ? – Mruknęłam
- Spokojnie, daj mi skończyć. – Dodał zdenerwowany. Z drugiej strony, szybko zmieniały mu się humorki. Raz był słodziutki, a za chwilę potrafił zabić wzrokiem. – Twoja mama zmarła. Jak i bardzo bliska Ci osoba. Lecz nie taka prawdziwa siostra. – Ej , co to ma być ? W sumie… Czekaj, czekaj pamiętam jakąś wariatkę która mnie porwała.. miała na imię bodajże Julia. – ponownie pomyślałam kierując swój wzrok na dom przy którym się zatrzymaliśmy.
- Julia, mnie porwała prawda? Podawała się za moją siostrę – Westchnęłam przypominając sobie coraz więcej rzeczy.
- Tak, tyle że ani ta Julia, ani tamta nie były twoimi siostrami. – Również westchnął. – Twoja mama, była z twoim ojcem który niestety miał już dwie córki. Jedną z nich zostawił u tamtej kobiety i to właśnie była ta dziewczyna która Cię porwała. A drugą wziął ze sobą i to ją traktowałaś jak siostrę. Później twój tata, wyjechał za granicę lecz nie wrócił. Julia – dziewczyna z którą mieszkałaś, wyjechała również. W celu ukończenia dobrych studiów. Lecz jej siostra chciała się na niej zemścić i ją po prostu zabiła. Wracając i przybierając postać Julii. Ta dziewczyna ma na imię Anabel, Anabel Collins. Jednak zmieniła nazwisko na Drow. – Nabrał głęboko powietrza by móc mówić dalej – Anabel, rozkochała w sobie Harrego i wróciła do domu by zemścić się na pozostałych. To ona… to ona zabiła twoją matkę i chciała Ciebie zabić jednak znaleźliśmy Cię, na całe szczęście. – Gdy usłyszałam jego wypowiedź, coś we mnie pękło. Rozsypałam się jak porcelanowa filiżanka gdy spanie i się roztłucze. Wtuliłam się mocno w chłopaka, płacząc mu do torsu.
- Dziękuję – Szepnęłam gdy trochę się uspokoiłam. – Dziękuję Ci że ze mną jesteś, Justin. – Dokończyłam składając na jego policzku delikatne muśnięcie.
- Nie masz za co. – Chłopak pogładził mnie po plecach a zaraz potem wyszliśmy z samochodu kierując się ku drzwiom wejściowym. – Zapraszam – Ponownie usłyszałam ten zachrypnięty głos. Bez zastanowienia weszłam, kierując się wprost do salonu. Gdy ujrzałam nieznaną mi postać, moje ciało zsypało się gęsią skórką.
- Emily ! – Krzyknął chłopak podbiegając do mnie i przytulając mnie z całych sił do swojego torsu. Niezdarnie wyślizgnęłam się z jego uścisku. Kim on do cholery był by móc mnie przytulać ?
- Kim jesteś ?- Zapytałam, niepewnie.
- Jak to kim jestem ? – Wymruczał zdezorientowany. – Jestem Harry, przecież jestem twoim chłopakiem .. Co do cholery ? – Odwrócił się w stronę Justina, który jedynie wzruszył ramionami.
- Nie pamięta wielu rzeczy – Odpowiedział na co ja skinęłam głową. Chłopak spojrzał na mnie tak, jakby zawalił mu się cały świat. Po jego policzku spłynęła pojedyncza łza którą od razu starł.
- Przepraszam – Szepnęłam, a nasze spojrzenia się spotkały. Miał piękne oczy. Takie zielono szmaragdowe, które mieniły się jak żywe brylanty.
- Nie masz za co – Również szepnął, podchodząc do mnie coraz bliżej. Wtulił mnie delikatnie w swoje ciało. Początkowo nie odwzajemniała tego, lecz czułam się przy nim naprawdę wyjątkowo. Jakby był kiedyś dla mnie całym światem. Jakby był dla mnie kimś, ważnym.
- Dasz mi trochę czasu ? – Wymruczałam w jego tors.
- Oczywiście – Odsunął się ode mnie składając  czułe muśnięcie na moim czole. Pożegnał się ze mną oraz z Justinem i wyszedł z domu. W niezbyt dobrym nastroju. Byłam ciekawa kim on dla mnie jest, dlaczego czuję się tak specjalnie w jego ramionach ?
- Muszę odpocząć – Spojrzałam błagalnie na Justina a ten tylko się wzdrygnął, chwycił mój kruchy nadgarstek kierując się ku górze, wprowadził mnie do jakiegoś pokoju. – Dziękuję – Szepnęłam zbliżając się do niego. Nasze usta dzieliły milimetry. Tak bardzo chciałam go pocałować, lecz on chyba nie podzielał mojego zdania. Wyszedł z pokoju nic nie mówiąc. Usiadłam na łóżku, wypakowując swoją torbę. Nie znalazłam w niej żadnej piżamy więc szybko podreptałam do szafy, która widniała w pokoju wyciągając z niej czarny podkoszulek z jakimś bezsensownym nadrukiem. Szarpnęłam jeszcze czystą bieliznę i udałam się do łazienki. Chyba już tu kiedyś byłam ponieważ doskonale rozpoznaję tą ogromną łazienkę, z wieloma złotymi wstawkami. Udałam się do lustra i wtopiłam w sobie swój pusty wzrok, rozbierając się z ubrań które miałam na sobie. Po chwili stałam już pod prysznicem olewając się ciepłą wodą, która tak mnie koiła. Zsunęłam się po ścianie kabiny, siadając w kącie z podkurczonymi nogami. No cholera jasna, przypomnij sobie coś głupia szmato. Wzdrygnęłam się przejeżdżając przez twarz swą dłonią. Pamiętam, takiego mulata który zawsze z nami jeździł. To był chyba kolega Harrego z zespołu. Justin opiekował się mną bo … bo uciekłam z domu ! Tak mam to, pamiętam to. Tylko cholera jasna nie pamiętam kim był dla mnie Harry i Justin. Doskonale ich pamiętam, tylko szkoda że nie wiem  co dla mnie znaczyli. Im bardziej chce sobie to przypomnieć, tym większy ból sprawiam swojej pamięci. Może muszę ich poznać od nowa ? Może wszystko ma swój sens ? Wyszłam z wanny osuszając się ręcznikiem i zakładając na siebie czystą bieliznę. Na to wsunęłam czarny podkoszulek, i zbierając swoje brudne ubrania. Skierowałam się do pokoju, a zaraz potem do łóżka. Gdzie kompletnie wykończona, zasnęłam.

*** Dwa miesiące później. ***

Nadal nic o nich nie pamiętam, przeleżałam ten cały czas w łóżku. Już trzeci tydzień szkoły. Ale mi się nie pali by tam iść. Justin przynosi mi notatki z lekcji. I odrabia za mnie prace domowe. Jest naprawdę kochany. Strasznie się z nim zżyłam. Harry, jeździ na jakieś koncerty lecz oczywiście w wolnej chwili wpadnie, by ze mną pogadać i spróbować mi siebie przypomnieć. Uzgodniliśmy, że będzie lepiej. Jak zakończymy na razie swój „związek” i skupimy się na odbudowaniu naszych relacji. Oczywiście się zgodziłam. Pogrzeb mojej mamy był straszny. Nie pamiętam kiedy ostatnio wylałam z siebie tyle łez. Ale pożegnałam się z nią i wiem że nie byłaby ze mnie dumna gdybym się poddała. Więc, walczyłam. Dalej i dalej, i ciągle walczę. Przynajmniej tak mi się wydaje. Właśnie wracam z Harrym od lekarza. Tak, był na tyle opiekuńczy. By dosłownie siłą wyciągnąć mnie do lekarza. Mówiłam że wszystko okej i tak było. Wbijałam swój wzrok w zdezorientowanych ludzi błądzących po Londyńskich uliczkach, szukając jakiegoś sensownego celu. Widziałam również, zakochane pary podążające przed siebie trzymając się za ręce. A właśnie, co do tego. Harry wciąż sobie nie odpuścił, a ja chyba poczułam coś większego do Justina. Muszę porozmawiać o tym z Zaynem, który jest najlepszym przyjacielem pod słońcem. Spojrzałam na Harrego który uśmiechał się od ucha do ucha, kierując swój wzrok w moją stronę.
- Z czego się śmiejesz ? – Zaśmiałam się, ciągle na niego spoglądając.
- Z niczego, piękna. – I znów te jego słodkie słówka, no ja mu chyba zaraz walnę.
- O, moja piosenka. – Pogłośniłam, radio po czym zaczęłam wykonywać dość dziwne ruchy śpiewając piosenkę. - The Big Big Bang the reason I’m alive. When all the Stars collie in this Universe insi de. – Harry spoglądając na mnie dziwnie, po chwili przyłączył się do śpiewania. Nie pamiętam kiedy się tak uśmiałam. Mimo że miał, powalający głos. Strzelał miny jakby miał potrzebę.
- Fajna mina – Powiedziałam sarkastycznie, udając go w tym momencie i naśladując jego minę. Ten jedynie parsknął śmiechem. Samochód się zatrzymał a ten wysiadł szybko otwierając mi drzwi. Również wysiadłam stając z nim twarzą w twarz. I znowu to głupie uczucie, jak dzieli Cię kilka milimetrów z osobą dla której znaczysz tak wiele, ale jej nie pamiętasz. To jest okropne. Po chwili poczułam jego usta na swoich. Całował je delikatnie a za razem czule tak aby mnie nie zranić. Lecz gdy zorientował się, że ja nie odwzajemniam pocałunków, szybko oderwał się ode mnie z przepraszającą miną.
- Obiecałeś, obiecałeś że poczekasz – Warknęłam, spoglądając prosto w jego oczy.
- Ile można czekać ? Wiesz jak ja się czuję. Gdy jestem blisko Ciebie a nie mogę wykonać żadnego ruchu? Jak kretyn. Kocham Cię, z każdym dniem coraz bardziej. A ty mnie nie pamiętasz. Powiem więcej, nawet nie starasz się mnie sobie przypomnieć. Jak nic dla Ciebie nie znaczę, to powiedz, po prostu. A nie marnujesz mój czas, na swoje „widzi mi się” – Zarysował cudzysłów w powietrzu, podkreślając ostatnie słowa. Zabolało, i to cholernie mocno zabolało. Jak on mógł ? Przecież to nie moja wina że nic nie pamiętam, nie ? Z moich oczu popłynęły łzy które świadczyły o jednym. Na jego twarzy pojawiło się coś takiego, jakby żałował tego co przed chwilą powiedział. Dobrze, że powiedział. Przynajmniej wiem co o mnie sądzi.
- Jesteś okropny. Jak możesz tak w ogóle mówić ? – Zaczęłam się drzeć bijąc pięściami po jego torsie. – Myślisz że mnie jest łatwo ? Straciłam całą rodzinę, która była mi bliska. Nic nie pamiętam i nie mogę darzyć  Cię uczuciem. Myślisz że mnie jest łatwo ? Grubo się mylisz – W tym momencie chłopak złapał mnie z całych sił za nadgarstki, lecz ja mu się wyrwałam biegnąc ku drzwiom.
- Emily, zaczekaj. Nie chciałem –Krzyknął lecz ja nie odwracając się wbiegłam do domu kierując się do kuchni. Oparłam się o blat kuchenny, starając się uspokoić swoje łzy, aby Justin się nie martwił. Zsunęłam się wzdłuż pułki, siadając na podłodze i podkulając kolana w których zatopiłam swoją twarz. Po chwili poczułam ciepłą rękę spoczywającą na moim kolanie.
- Skarbie, co się dzieje ? – Chłopak usiadł naprzeciwko mnie, przyciągając mnie do siebie i wtulając moje ciało z całych sił.
- Justin – Wydukałam przez łzy – Proszę przytul mnie – Dokończyłam wtulając się w jego rozgrzane ciało. Odsunęłam się od niego troszkę, a chłopak obtarł swoimi kciukami łzy z moich policzków.
- Nie płacz, proszę – Oblizał swoje wargi patrząc w moje zaszklone oczy.
- Przepraszam, za to co teraz zrobię. To jest silniejsze ode mnie – Przybliżyłam się do niego zatapiając się w jego gorących ustach. Chłopak nie odwzajemnił mojego pocałunku więc szybko skończyłam podnoszą się i kierując ku wyjściu, lecz poczułam silne pociągnięcie za nadgarstek a po chwili znajdowałam się już w objęciach Kanadyjczyka. Początkowo muskał delikatnie moje usta lecz po chwili zatopił je w moich. Objęłam jego kark przyciągając go do siebie coraz bliżej, i całując coraz zachłanniej. Był dla mnie jak narkotyk, nie mogłam się od niego oderwać. W pewnym momencie poczułam przerażający ból głowy a wszystkie wspomnienia powróciły, od czasów, kiedy byłam mała do teraz. Przypomniałam sobie co znaczył dla mnie Harry, Justin oraz wszyscy inni. Poczułam ból w klatce piersiowej na myśl jak zraniłam Stylesa. Ale chłopak którego teraz całuję, to znaczy całowałam. Był dla mnie okropnie ważny. Nawet nie wyobrażam sobie jak bardzo. Zorientowałam się że całej sytuacji przygląda się Harry. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, nie wiedziałam co mam zrobić …


~~*~~

Tak, więc specjalnie dla was rozdział 7 ! Tak to już 7 :D
Dziękuję wam serdecznie za tak wielką sumę wejść, oraz motywujących komentarzy.
Mam nadzieję że z czasem, większa ilość czytelników. Wyrazi na temat opowiadania swoją opinię. Która jest dla mnie strasznie ważna !
Teraz mam rekolekcję, więc jeżeli skomentujecie i dacie mi wielkiego kopa !
Obiecuję że dodam 8, jeszcze w ten weekend


Kocham was


~ Amy
.

12 komentarzy:

  1. O.MÓJ.BOŻE. chcę więcej, natychmiast! jesteś cudowna <3!
    jeśli miałabyś ochotę to wpadnij :
    http://littlestoryofbiglove.blogspot.com/

    czekam na 8 rozdział! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Awwwww... Jak słodko *-* Wiedziałam, że coś będzie między Em a Justin'em! Wiedziałam! Heheh xD
    Cóż rozdział bardzo fajny. Pomysł z utratą pamięci był dobry. Wprowadziło to duże zmiany w opowiadaniu i jak dla mnie to bardzo dobrze. Nie powiem, wciągnęłaś mnie w to opowiadanie. :)
    Niecierpliwie czekam na kolejny rozdział. :3

    @HarrotB

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak.! Nareszcie coś pomiędzy Em a Justinem .! Yey .! Czekam z niecierpliwością na nowy rozdział ♥
    @Weraa_99

    OdpowiedzUsuń
  4. zajebisty rozdział! ♥
    ciekawa jestem, co będzie dalej. liczę, że szybko napiszesz 8!

    @ajlof1D

    OdpowiedzUsuń
  5. Proszę niech ona pogodzi się z Harrym !

    P.S A tak wo gule jak sobie przypomniała to chyba będą razem prawda ?

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam twój sposób pisania, sposób w jaki wyrażasz emocje w tym opowiadaniu. Całkowity i niespodziewany zwrot akcji. Bardzo dobry pomysł z utratą pamięci. Czekam na następny /@bieberrswaaag

    OdpowiedzUsuń
  7. Boskie :D Czekam z na następny . Emily i Justin ... cudaśnie !

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże uwielbiam twoje opowiadanie <3 Dawaj dalej <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja chcę więcej!!! Kocham to <3 Tylko mam nadzieję, że Emily nie będzie z Justinem tylko z Harry'm... ;***

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem pierwszy raz na tym blogu. Śliczna główna bohaterka ♥ Straszne tak stracić pamięć, ale dobrze, że koniec końców ją odzyskała. Biedny Harry :<
    Będę tutaj na pewno zaglądać!

    Informuję cię też, że zostałaś nominowana do The Versatile Blogger! Niezbędne info znajdziesz u mnie na samym dole bloga w menu.

    got-to-be-you.blogspot.com

    Weny! ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. [spam]
    Los Angeles nazywane jest Miastem Aniołów. I nie bez powodu...
    Alison i Amanda to dwie najlepsze przyjaciółki, które od najmłodszych lat zawsze spędzały czas razem. Były dla siebie jak siostry.
    Pewnego wieczoru ich życie zaczyna ulegać zmianom. Powoli najgorsze tajemnice wychodzą na jaw i zaczynają komplikować życie cheerleaderek.
    Nie wszyscy są tymi za kogo się podają. Jedni są źli i pragną zemsty. Inni chcą je chronić i uświadomić je tym kim są. Niestety nie wszystkim się to podoba.
    Zaczyna się walka o życie. Nie tylko o własne, gdyż wszyscy są w niebezpieczeństwie. Trzeba zdecydować: dobro czy zło? Każdy błąd może spowodować kolejną śmierć. Tylko nieliczni wyjdą z tego cało.
    Kto wygra? Alison? Amanda? Czy może oni?
    Zapraszam na naszego nowego bloga ---> http://secrets-of-human.blogspot.com
    Jeśli nie przekonał cię opis, to może zmieni to zwiastun --->http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=NiL6ep41iAI
    Przepraszamy bardzo za spam i mam nadzieję, że cię nim nie uraziłyśmy
    Pozdrawiamy Alison & Amanda ♥

    OdpowiedzUsuń
  12. wooooooooow po pierwsze rozdział genialny... no kolejny błaaaagam... a po drugie wiem,ze czytałaś ... http://truestorryxd.blogspot.com/2013/03/rozdzial-13.html

    OdpowiedzUsuń