środa, 20 lutego 2013
Rozdział Trzeci.
„Nie spodziewałam się tego że kiedyś będę musiała uciekać przed miłością, a może to miłość jest ucieczką ?”
- Wejdź – Wymamrotał chłopak który uśmiechał się tak seksownie, ukazując swe niemiłosiernie boskie dołeczki że aż kolana się pode mną ugięły. Wolnym krokiem wchodząc udałam się prosto do salonu gdzie zajęłam swoje miejsce na kanapie czekając na Harrego.
- Mówisz prawdę ?- Zapytał chłopak przyglądając się mi podejrzliwie i zasiadając na miejscu obok mnie.
- Dlaczego miałabym kłamać ?- Dopytałam. Nie rozumiałam go, najpierw mówi że mnie kocha i rzuca się na mnie jak „pies na szynkę” a później? Pyta się czy mówię prawdę. Co za człowiek.
- Nie wiem, myślałam że jest coś między tobą a Liam’em – Prychnął odwracając swój wzrok.
- Liam jest moim dobrym kolegą. A po za tym dlaczego wyciągasz takie wnioski ?- Zapytałam niepewnie.
- Ponieważ .. Zresztą nie ważne. Jestem o Ciebie zazdrosny. – Odpowiedział wlepiając we mnie te swe tęczówki. A ja byłam wstanie zgodzić się na wszystko, tak właśnie na mnie działały. Odurzająco bym powiedziała. Odwróciłam wzrok tępo patrząc na wazonik z kwiatuszkiem który widniał na stoliku.
- Nie masz o co. Naprawdę kocham tylko Ciebie ! – Prawie wykrzyczałam w twarz chłopakowi u którego w oczach pojawiły się malutkie iskierki, jakby nadziei że wszystko będzie coraz lepiej. Ale co z Julie ? Bałam się zapytać ponieważ, bałam się usłyszeć odpowiedzi. Może sam zacznie temat, zaczekam jeszcze troszkę.
- Kocham Cię Em – Zaczął uśmiechając się delikatnie – Jak wariat – Dokończył kładąc dłoń na mojej dłoni. To było bardzo przyjemne uczucie. W końcu znaczyłam dla kogoś coś więcej niż tylko „ ładna laska którą mogę przelecieć” tak, to właśnie słowa Bryana z którym postanowiłam zakończyć tą całą szopkę zwaną „związkiem”, umówiłam się z nim dziś o 22.00.
- A co z Julią ? – Mruknęłam pod nosem mimowolnie marszcząc przy tym swe czoło. Nie wytrzymałam, musiałam zapytać. No bo inaczej, mogłoby się to naprawdę źle potoczyć.
- Zakończę z nią wszystko, co zacząłem i będziemy mogli sobie spokojnie „budować”, nasz nowy świat. – Powiedział pewnie. Tym uświadomił mi jakim jest wspaniałym człowiekiem. Naprawdę strasznie go kochałam, lecz miałam pewne obawy. Że coś jednak będzie nie tak. - Czas pokaże – mruknęłam pod nosem unosząc głowę i składając czuły pocałunek na ustach loczka.
- Mówiłaś coś ?- Zapytał brunet.
- Muszę już iść spotkać się z Amą, załatw sprawę z Julią dziś. Proszę –Spojrzałam na chłopaka błagalnie a on jedynie się uśmiechnął przytakując głową. Opuściłam dom Stylesa kierując się pod działkę Bryana gdzie się z nim umówiłam. Miałam jedynie 20 minut aby tam dojść. To jakieś nieporozumienie.
*
Nim się obejrzałam stałam już twarzą w twarz z Bryanem. Gdy ten chciał mnie pocałować zwinnie odsunęłam się do tyłu tworząc na jego twarzy tak zwany „znak zapytania”.
- Bryan – Mruknęłam cichutko. – To koniec – Powiedziałam a do moich oczu mimowolnie napłynęły łzy. Nie wiedziałam że to będzie aż tak trudne. Przecież nic do niego nie czułam, a jednak coś mnie zabolało. Na twarzy chłopaka zagościł nieopisany smutek, żal i gniew. Ale raczej chyba nie do mnie. Wiedziałam kiedy jest na mnie zły.
- Dlaczego ? – Powiedział protestując
- To nie ma sensu, tu nie ma miłości. Oszukujemy się tworząc tak zwany „związek” który tak naprawdę nim nie jest. Nie wspieramy się, nie ufamy sobie, - Powiedziałam przez łzy. – Nie … Nie kochamy się – Dokończyłam po czym mocno się do niego wtuliłam, szepcząc – Pamiętaj że zawsze możesz na mnie liczyć. – A potem odeszłam w swoją stronę kierując się do domu. Nie chciałam tam dłużej stać i na niego patrzeć, nawet nie chciałam usłyszeć co on ma do powiedzenia. Za bardzo mnie to bolało. Chciałam zobaczyć czy Harry zakończył związek z Julią. Nie mogłam się tego doczekać, wiem jestem okropna. Ale chce w końcu być szczęśliwa, choćbym miała zranić tym siostrę. Po piętnastu minutach byłam już pod domem, wchodząc miałam mieszane uczucia. Czy aby dobrze zrobiłam ? Nie wiem. Teraz już nic nie wiem. Położyłam dłoń na klamce od drzwi wejściowych delikatnie ciągnąc ją ku dołowi tym samym wchodząc i zamykając za sobą. Dom był pusty, grobowa cisza. Nikogo nie było, ale światło w salonie się świeciło więc postanowiłam to sprawdzić i ostrożnie podejść do salonu. Ujrzałam w nim tylko Harrego więc od razu zapytałam o co chodzi.
- Czemu nikogo nie ma, co się stało ? – Zapytałam.
- Twoja mama przed chwilą wyszła i zostawiła mnie tu samego bo czekałem na Julię tyle że ona zostaje na noc u koleżanki. – Mruknął pod nosem.
- Czyli jesteśmy sami ? – Dopytałam.
- W końcu – Chłopak wstał i podszedł do mnie, czule mnie obejmując. – Co będziemy robić ? – Zapytał uśmiechając się słodko.
- Może zrobimy coś pysznego – Uniosłam brwi ciągle się uśmiechając. – Może babeczki ? – Kontynuowałam.
- Z tobą zawsze, kochanie.
- To poczekaj ja się tylko przebiorę i za chwilkę wrócę. – Szybkim krokiem podreptałam do góry i skierowałam się w stronę pokoju gdzie z szafy wyciągnęłam czarną koszulkę na ramiączkach i krótkie jeansowe szorty. Zsunęłam z siebie sukienką a buty rzuciłam gdzieś w kąt pokoju, zakładając na siebie przyszykowane ubrania. Przy wyjściu włosy spięłam w wysokiego kucyka i tak zeszłam do kuchni pocierając swe ręce. – To jak, gotowy ? – Zaśmiałam się udając się do lodówki i wyciągnęłam z niej potrzebne produkty.
- To co ja mam robić ? – Styles uśmiechnął się słodko opierając się o blat.
- Wyciąg mąkę, proszek do pieczenia – Zaczęłam – Powinno to być w drugiej szafce od ściany – Wskazałam odkładając produkty na blat.
- Dobrze proszę pani – Zaśmiał się podając mi mąkę oraz proszek do pieczenia.
- Więc jak sobie to wyobrażasz ? – Zapytałam spoglądając raz na chłopaka, a raz na miskę w której przygotowywałam ciasto na babeczki.
- Ale że co ? Nas ? Po prostu bądźmy szczęśliwi, nie róbmy sobie żadnych planów. Żyjmy chwilą – Wydukał podając co po chwilę inne składniki.
- Tak.. Tylko ona jest w stanie nas uszczęśliwić – Dokończyłam wlewając ciasto do odpowiednich foremek. Nastawiłam piekarnik na 180 stopni i włożyłam blachę z babeczkami do piekarnika zamykając go i otrzepując ręce z mąki. – Teraz ty sprzątasz kochanie a ja idę odpocząć – Śmiejąc się pstryknęłam jego nosek który już po chwili był cały w mące.
- Ooo nie tak się bawić nie będziemy – Chłopak wziął opakowanie z mąką całe wysypując na mnie.
- Jak mogłeś !? Ja tylko troszeczkę a ty na mnie z całym opakowaniem ? Jesteś okropny, już nie żyjesz ! – Podbiegłam do półki wyjmując z niej drugą i już ostatnią paczkę białego proszku po czym wysypałam na niego pół opakowania. Nie zdążyłam więcej ponieważ to on go przejął. Nie widząc innej drogi ucieczki targnęłam sobą do salonu gdzie wbiegłam za łóżko ciągle się śmiejąc.
- Myślisz że uda Ci się przede mną uciec ? – Zaczął się śmiać po czym pobiegł w moją stronę.
- Tak, tak właśnie myślę- Szybko udałam się w stronę schodów które były ciemnego koloru, gdzie gdy biegłam po nich ku górze, poślizgnęłam się lądując na samym dole. Ujrzawszy przerażoną minę chłopaka zachciało mi się śmiać lecz opanowałam się leżąc w bezruchu.
- Emily ! Co się stało – Brunet przyklęknął nade mną.
- Nic ! – Przewróciłam loczka na ziemię a sama usiadłam na nim okrakiem, subtelnie się uśmiechając.
- Niezłe z Ciebie ziółko, kochanie – Spojrzałam na chłopaka który po wypowiedzeniu tych słów uśmiechał się niezmiernie szeroko po czym złożyłam czuły pocałunek na jego „mącznych” ustach wstając i udając się do kuchni gdzie, wyłączyłam piekarnik oraz wyciągnęłam babeczki na blat.
- Mniam – mruknęłam pod nosem zabierając się za sprzątanie kuchni, która nie była aż tak brudna… Kogo ja oszukuję, to był koszmar.
*
Po trzydziestu minutach kuchnia już lśniła a ja nałożyłam na talerzyk kilka babeczek podążając z nimi do swojego pokoju gdzie czekał Harry.
- Masz ochotę na babeczkę ? – Zaśmiałam się zasiadając na łóżku naprzeciw loczka.
- No nie wiem czy mnie czasem nie otrujesz, wredo – Chłopak porwał jedną babeczkę wypinając przy tym język.
- Idziemy spać ? – Spojrzałam na zegarek a moje oczy momentalnie się wytrzeszczyły. – Co ? Która ? Już jest trzecia w nocy – Potrząsnęłam głową spoglądając na chłopaka.
- Nie, po południu – Zażartował, zapychając się wypiekiem.
- Bardzo śmieszne – Odłożyłam talerzyk na stoliku wygodnie kładąc się w łóżku. – Chodź spać – Mruknęłam.
- Dobrze słoneczko – Po chwili poczułam bliskość Stylesa po czym wpoił mnie w swoje mocne objęcia i tak leżeliśmy, milcząc. Tak, była kompletna cisza. Lecz chyba tylko pozornie ponieważ w mojej głowie roiło się od różnych myśli, szczerze miałam ochotę eksplodować.
- Kocham Cię – Szepnął Harry gładząc mnie ręką po plecach.
- Ja Ciebie też, wariacie – Również szepnęłam zamykając swe powieki. Chwilę jeszcze poleżałam zastanawiając się „Co będzie jutro” lecz byłam tak wykończona że zasnęłam w mgnieniu oka. Podejrzewam że Hazza szybko poszedł w moje ślady.
*
Rano obudziło mnie mocne trzaśnięcie drzwiami. Uniosłam się szybko zakładając na stopy swe kapcie i udałam się do wyjścia skąd podążyłam prosto do kuchni. Po drodze jednak moją uwagę przykuło dziwne zachowanie Harrego i Juli. Julia wymachiwała rękoma we wszystkie strony świata a Styles stał patrząc na nią tak jakoś tępo. Podeszłam bliżej by usłyszeć o czym rozmawiają. Tak wiem że podsłuchiwanie jest co najmniej dziwne, lecz musiałam się dowiedzieć o co chodzi.
- Harry, jestem w ciąży ! Będziemy mieć dziecko – Krzyknęła dziewczyna skacząc w objęcia lokersa. A on ? Nic. Tylko uśmiechnął się i pogładził ją po plecach. Mój cały świat runął, począwszy od szczęścia kończąc na miłości. Z moich oczu popłynęło kilka nieznacznych łez, nie mogłam tego wytrzymać. Czym prędzej pobiegłam do swojego pokoju wyciągając zza biurka swój czarny plecak jeszcze przepełniony książkami. Opróżniłam go rzucając je na łóżko po czym wpakowałam do niego najpotrzebniejsze rzeczy i udałam się do łazienki. Tam przebrałam się w jeansy, bordową bluzę a na nogi wsunęłam czarne vansy. I wyszłam z łazienki wracając do swojego pokoju i otwierając okno z którego przedostałam się na dwór. Ruszyłam bezcelowo przed siebie i dopiero wtedy poczułam co tak naprawdę się stało. Znów mnie oszukał, zostawił. Chciał się mną po prostu pobawić a później wyrzucić jak jakąś starą zabawkę z dzieciństwa. Kim ja dla niego jestem ? Gówniarą która nie panuje nad swoimi emocjami. Właśnie dziś obchodzę swoje urodziny i tak jak dwa lata temu gdy zostawił mnie na pastwę losu, teraz też mnie zostawił. Nie wybaczę mu tego nigdy. Nie chcę go widzieć na oczy. Zranił mnie, pozostawiając w moim sercu czarną dziurę przepełnioną żalem. Byłam na siebie wściekła, znów mu uległam, zaufałam. Uwierzyłam że wszystko będzie dobrze. Dziewczyno ! Jesteś naiwna – Wymamrotałam pod nosem, przecierając nadgarstkami swe zapłakane oczy. Udałam się na dworzec, gdzie zakupiłam bilet i wolnym krokiem podążyłam w stronę pociągu. Przemijałam wiele ludzi. W śród nich były pary, żegnające się przed rozstaniem. Gdzie indziej zaś ludzie którzy jechali by odpocząć, oderwać się od rzeczywistości. Ale również byli Ci którzy uciekali, a w śród nich byłam ja. Nie spodziewałam się tego że kiedyś będę musiała uciekać przed miłością, a może to miłość jest ucieczką ? Nie wiem, szczerze to. Nie interesuje mnie to. Weszłam do pociągu podając bilet konduktorowi, który jedynie kiwnął głową na znak że mogę iść dalej, więc ruszyłam w poszukiwaniu jakiegoś wolnego miejsca. W końcu gdy doszłam na sam koniec pociągu, znalazłam zupełnie pusty wagon, dla mnie to i lepiej. Zasiadłam na jednym z miejsc i wyciągnęłam telefon, na którym było już 20 nieodebranych połączeń. Otworzyłam klapkę telefonu i wyjęłam z niego kartę wrzucając ją gdzieś na dno plecaka. Z zamyśleń wyrwał mnie dość znany mi głos, lecz nie wiedziałam skąd mogą go znać. Unosząc się ku górze, samotna łza ponownie spłynęła po moim policzku a ja wbiłam swe tęczówki w chłopaka który po chwili zdjął kaptur.
- Mogę się dosiąść, Emily ?- Mruknął pod nosem zasiadając naprzeciwko mnie. Był to Bieber. Tak … Justin Bieber. Skąd on się tu wziął ?
~~*~~
No więc tak, trzeci rozdział.
Tak wiem, jest do dupy ale po tym już będzie tylko ciekawiej.
Obiecuję .
Przepraszam za błędy a wiem że jest ich sporo.
I proszę jeśli przeczytasz.
Wyraź swoją opinię w komentarzu, zostaw po sobie jakiś znak.
Bo czuję się jakbym pisała sama dla siebie.
Z góry przepraszam za brak przecinków, pracuję nad tym :)
Kocham Was . ♥
~ Amy.
poniedziałek, 18 lutego 2013
Rozdział Drugi.
"Może dlatego że mój karciany świat runął pozostawiając mnie w pułapce"
- Puść mnie – Warknęłam w stronę chłopaka unikając tym jego wypowiedzi
- Tak dawno Cię nie widziałem, tęskniłem. Dlaczego w ogóle się nie odzywałaś?- Zapytał chłopak. Tym pytaniem doprowadził mnie do skrajności. Jak on w ogóle mógł o to zapytać ? Przecież to ja czekałam dniami, nocami, godzinami, minutami na jakiś odzew z jego strony. Co on sobie myślał ? Nie jestem bezuczuciową laleczką którą można dyrygować bez końca, ja też mam uczucia i mógłby to uszanować. Nagle coś we mnie pękło i wylałam swoje żale krzycząc tak głośno że pobudziłam tym chyba wszystkich domowników.
- Ja się nie odzywałam ? A kto pisał te wszystkie listy, wiadomości, emaile. Kto dzwonił za każdym razem odbijając się jak piłka o ścianę ? Za każdym razem było to samo „Nie ma takiego numeru” „Abonent jest chwilowo zajęty proszę zadzwonić później”. Odbiła Ci całkowita szajba nie wspomnę już o tym że wyjechałeś w dzień moich urodzin bez słowa. To bolało Harry. Bardzo bolało – Podczas tej wypowiedzi łzy toczyły się po mych sinych policzkach bez końca. Gdy skończyłam mówić spojrzałam chłopakowi prosto w oczy. Widać w nich było, żal, gniew, tęsknotę i nawet małą łzę która świadczyła o jego wrażliwości. Tak Styles był wrażliwą osobą lecz w tym momencie nie było to dla mnie takie ważne, nie przejmowałam się nim. Wyrwałam jedynie rękę z jego objęć i targnęłam do pokoju zatrzaskując za sobą drzwi i rzucając się na duże jak zwykle „rozwalone” łóżko. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Najchętniej spakowałabym najpotrzebniejsze rzeczy i uciekła gdzieś daleko stąd lecz i tak nigdzie dalej nie będę mogła jechać ponieważ nie jestem pełnoletnia. Wstałam z łóżka i krocząc po swych ciemnego koloru panelach podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej czarną asymetryczną koszulę z kołnierzykiem odzianym w ćwieki, oczywiście koszula była bez rękawków. Do tego szybkim ruchem porwałam jeansowe spodenki z wysokim stanem oraz czarne conversy i z tymi oto ubraniami powędrowałam do łazienki zamykając się na klucz. Ściągnęłam z siebie brudne rzeczy wrzucając je do kosza na brudy który stał tuż obok białej framugi drzwi i weszłam pod prysznic odkręcając gorącą wodę. Uwielbiałam ten moment najbardziej ze wszystkich, ponieważ wtedy moje ciało czuło się zrelaksowane i mogłam spokojnie pomyśleć co dalej. Co dalej ze mną będzie ? Jakoś nie wyobrażałam sobie tego wszystkiego. I co moja siostra z nim będzie ? Będziemy udawać dobrze ułożoną rodzinkę ? Może sobie jeszcze dzieciaka strzelą do kompletu ? To jest jakiś mało śmieszny żart. Cały czas myślałam że to mój Harry, że to dalej ten słodki nastolatek który skradł mi serce. W mojej głowie pojawił się wielki mętlik którego nie dało się załagodzić. Wyszłam z wanny sięgając po swój puchowy ręcznik po czym owinęłam się nim i stanęłam na śnieżno białych kafelkach przed lustrem tępo patrząc się w swoje odbicie.
- Suka – Mruknęłam pod nosem tak naprawdę sama do Siebie, w głębi duszy czułam żal do Julie. Ponieważ wiedziała jak bardzo ten chłopak zawrócił mi w głowie. Wiedziała co do niego czuję ponieważ wszystko jej opowiadałam. Nigdy jej tego nie wybaczę. Za bardzo mnie zraniła, nienawidziłam jej za to. Przymknęłam swe powieki jednocześnie zaciskając swe dłonie w pięści po chwili puściłam i z powrotem otworzyłam oczy osuszając swe ciało ręcznikiem. Nasmarowałam je jeszcze czekoladowym balsamem zakładając na siebie świeżą bieliznę oraz wyszykowany struj a włosy jak przedtem jedynie rozczesałam pozostawiając im samodzielny układ. Posprzątałam po sobie i opuściłam łazienkę porywając swój telefon oraz portfel i zbiegając na dół krzyknęłam „Wychodzę” i wybiegłam z domu zamykając za sobą drzwi. Nie chciało mi się na nich patrzeć. Zasrane gołąbeczki, rzygać mi się chciało jak pomyślałam sobie o nich. Przecież ona jest od niego o 7, a tak praktyczniej 8 lat starsza ponieważ już za dwa miesiące ma urodziny. Nie rozumiałam go, dlaczego z niego taki okropny babiarz ? Chciałabym to wiedzieć.
*
Po chwili znajdowałam się już w klubie do którego często chodziłam ze swoją paczką. Zasiadłam na wysokim krześle obszytym ciemną tapicerką gdzie, gdzie niegdzie widoczne były kremowe szwy. Lokal nie był przepełniony. Był praktycznie pusty więc to nawet lepiej, nie lubiłam tłumów. Gdy przeniosłam wzrok na barek ujrzałam równiutko poukładane butelki różnego rodzaju win, whiski i tym podobnych napojów.
- Czystą poproszę – Zamówiłam wlepiając swe tęczówki w wysokiego ciemnego mężczyznę.
- Proszę – Barman podsunął pod mój nos kieliszek z alkoholem ciągle mnie obserwując. Jednym ruchem przechyliłam kieliszek ku górze wlewając napój do swych ust tym samym wywołując nie lada zdziwienie u mężczyzny.
- Poproszę jeszcze raz – Oznajmiłam mu przesuwając naczynie w jego stronę. I tak mijał czas a z każdą minutą czułam się bardziej pijana. Dlaczego ja piję ? Przecież nigdy mi się to nie zdarzało. Może dlatego że mój karciany świat runął pozostawiając mnie w pułapce z której nie mogłam się wydostać. A gdy próbowałam… Zadawałam sobie ból. Raniłam się, tak to jest dobre określenie.
- Co taka piękna dziewczyna jak ty robi tu sama, w nocy ? – Rzucił całkowicie nieznany mi głos. Przeniosłam swój wzrok na osobę z której ust wydobyły się przed chwilę te słowa. Nie widziałam go za dobrze lecz wiedziałam że do miłych osób to on nie należy.
- Faceci to tchórze i egoiści – Mruknęłam w stronę mężczyzny przenosząc swój wzrok na poprzedni cel.
- Twoja opinia jest bardzo śmiała, możesz mi powiedzieć dlaczego ? – Nie miałam zamiaru mu odpowiadać. Ten człowiek był tak nachalny że gdyby nogi oraz wszystkie inne kończyny nie odmawiały mi współpracy pewnie strzeliłabym mu w pysk lecz w tej sytuacji nie mogłam nic zrobić. Uniosłam się z siedzenia i swym zachwianym krokiem ruszyłam w stronę wyjścia. Nagle poczułam szarpnięcie i znów ten głos.
- Odprowadzę Cię, przecież sama nie dojdziesz. – Powiedział otwierając drzwi i wyprowadzając mnie z lokalu, ruszyliśmy w drogę powrotną do mojego domu. W pewnym momencie skręciliśmy w jakąś wąziutką uliczkę a ten przyparł mnie swoim ciałem do ściany delikatnie zaciskając swoją dłoń na mojej szyi tym samym mnie przyduszając.
- Teraz grzecznie pójdziesz ze mną do mnie do domu koleżanko – Powiedział dość przerażającym głosem. To jasne że panikowałam lecz nie miałam innego wyjścia jak się poddać. Nie mogłam wykonać nawet jednego ruchu którym jakoś spróbowałabym się wyrwać. Totalna nicość, pustka, gniew, żal… To znów przez niego. To znów jego wina. Gdyby nie on nie byłoby mnie tu.
- Temu panu już podziękujemy – Z nikąd usłyszałam głos Harrego. Początkowo myślałam że to odbywa się w mojej głowie lecz później dostrzegłam jego zadającego cios prosto w twarz temu mężczyźnie. W końcu poczułam że mogę nabrać powietrza. Nie wiem dlaczego ale rzuciłam się chłopakowi w ramiona płacząc jak małe bezbronne dziecko. On tylko przytulił mnie mocno do siebie delikatnie gładząc moje ramię. Czułam się z nim jak w raju. Tak bezpiecznie, beztrosko… Prawdziwie. W końcu poczułam że żyję.
- Skąd się tu wziąłeś ?- Rzuciłam ostentacyjnie wstając i patrząc prosto w jego tęczówki. Zawirowania w mojej głowie ustąpiły co oznaczało że w końcu trzeźwieje. Pocieszyło mnie to ponieważ nie chciałam wyjść przy nim na jakąś alkoholiczkę.
- Znalazłem się w odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie.- Zażartował a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. - A tak poważnie szukałem Cię, wszyscy się o Ciebie martwią. – Dodał po chwili.
- Mama jest zła ? – Zapytałam lecz sama mogłam odpowiedzieć sobie na to pytanie.
- Oczywiście że nie, ona jest wściekła.
- Bardzo śmieszne – Dodałam mrużąc przy tym delikatnie swe powieki. Po chwili ruszyłam w stronę swojego domu.
- Może byś na mnie poczekała ? – Nie miałam zamiaru się nawet odwrócić. A to co się przed chwilą wydarzyło to była zwykła chwila słabości nic więcej. Po kilku minutach weszłam do domu ściągając swe ubłocone trampki i udając się do kuchni w celu napicia się soku.
- Możesz mi powiedzieć gdzieś ty do cholery była ? – Wydarła się mama która schodziła z góry
- U Amy, oglądałyśmy filmy – Odpowiedziałam krótko nalewając sobie soku.
- Piłaś – Oznajmiła mi przyglądając się moim tęczówkom które świeciły jak latarnie morskie nocą.
- Nie prawda, idę do siebie – Rzuciłam krótko biorąc ze sobą szklankę soku i kierując się ku górze. Gdy weszłam do pokoju ściągnęłam z siebie ubrania w zamian za to nakładając na siebie dużo za dużą męską koszulkę i tak ubrana powędrowałam do łóżka po czym siadłam i upiłam łyk soku wpatrując się bezcelowo w sufit. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
**
Budząc się rano szczerze nie spodziewałam się takiego widoku. Harry ? Siedzący na skraju mojego łóżka i wpatrujący się we mnie jak w obrazek. Przeraziłam się więc czym prędzej podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Co ty robisz ? – Warknęłam przenosząc wzrok na chłopaka.
- Siedzę, nie widzisz ? – Mrukną pod nosem patrząc się na mnie głupim wzrokiem.
- Myślałam że stoisz. – Prychnęłam trzęsąc delikatnie głową. - A tak na serio ? – Dodałam.
- Idę dziś z Julią i chłopakami na Galę i pomyślałem sobie że może chcesz iść z nami ? – Zapyta niepewnie ciągle się na mnie patrząc. Szczerze mówiąc było to dość krępujące ponieważ on tak jakby „pożerał” mnie wzrokiem co przyprawiało mnie o niemiłe dreszcze.
- Ja ? Mam iść z tobą na jakąś imprezę czy galę ? Chyba sobie kpisz. Lepiej stąd wyjdź – Powiedziałam przybitym głosem spoglądając na swą pasiastą pościel.
- Daj mi się wytłumaczyć – Oznajmił wbijając we mnie swe błagalne tęczówki.
- Nie chce mi się Ciebie słuchać – Powiedziałam roztrzęsionym głosem. Znów chciało mi się płakać lecz błagałam Boga aby to teraz nie nastąpiło. Nie chciałam pokazać że jestem miękka. A tak się właśnie czułam.
- Dwie minuty, proszę –Uległam, kiwnęłam jedynie głową na znak że się zgadzam po czym wlepiłam wzrok w jego tęczówki. – Wiesz jaka jest sława. Obróci życie człowieka o 180 stopni zataczając błędne koło. Na początku jest super, wszystko cię interesuje chcesz ze wszystkiego korzystać. Jesteś podekscytowany gdy jakaś fanka do ciebie podejdzie prosząc cię o autograf, zdjęcie. Lecz później już jest tylko coraz gorzej, masz dużo znajomych przyjaciół .. owszem lecz nie tych prawdziwych, nie ty którzy martwią się o Ciebie gdy coś Ci się stanie. Masz przyjaciół ale tylko tych którzy chcą od Ciebie kasy i nic więcej. Twoja wytwórnia wymyśla o tobie nie stworzone rzeczy by tylko przyciągnąć większą publikę. Pomyliłem się tak naprawdę zawsze, od początku naszej znajomości coś do Ciebie czułem. Bałem się to wyznać. Lecz później poznałem twoją siostrę i trochę się porobiło. Zakochałem się ? Nie, nie sądzę bo gdy ujrzałem Cię gdy wchodzącą po schodach, wszystko wróciło i zdałem sobie sprawę z tego jakim jestem idiotą, zostawiając Cię tu samą. A tak naprawdę, kocham Cię jak wariat Emily – Chłopak zapał moją rękę lecz ja odruchowo ją odsunęłam. W mojej głowie znów powstało tornado myśli. Zupełnie nie wiedziałam co mam mu powiedzieć może „Oo Harry, ja też Cię kocham. Będziemy razem już do końca”. Tak z pewnością, po tym co mi zrobił i co aktualnie robił mojej siostrze powinnam go kopnąć w cztery litery i wyrzucić za drzwi. Ale podobało mi się to ponieważ ja również obdarzałam go dużym uczuciem. A Julia ? Zraniła mnie, więc nie interesowało mnie to co w tej chwili czuje. Chłopak nim się obejrzałam był tuż przy mnie. Swymi męskimi rękoma przysunął mój podbródek do siebie drugą ręką mnie obejmując a ja w końcu mogłam poczuć jego bliskość, mogłam swobodnie napawać się jego zapachem który był niesamowity. A gdy delikatnie musnął moje usta poczułam ulgę której nawet nie da się opisać. Czule wpił się w moje usta co po chwilę przysuwając się coraz bliżej. – Pragnę Cię – Wyszeptał przez pocałunek. Nie stawiałam oporów, może dlatego że w końcu po tak długim czasie go odzyskałam ? Lecz zdawałam sobie sprawę z tego że znów mu uległam tym samym uszczęśliwiając samą siebie. To było coś niesamowitego. Jego malinowe wargi pieściły moje a ręka gładziła plecy przedostając się pod koszulkę. Przechodziły mnie niekiedy przyjemne dreszcze które w końcu mi nie przeszkadzały. Zawiesiłam dłonie na jego szyi coraz zachłanniej go całując jednak w pewnej chwili znalazłam na tyle siły i oderwałam się od niego wybiegając z łóżka i stając po drugiej stronie pokoju. W końcu zdałam sobie sprawę co ja najlepszego zrobiłam.
-Wyjdź ! – Powiedziałam ręką wskazując na drzwi usadowione na przeciwnej ścianie.
- Wychodzimy o 19, przygotuj się – Powiedział bez żadnych emocji i wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi. Co ja zrobiłam ? Chyba się załamie. Zsunęłam się po ścianie zasiadając na podłogę chowając przy tym twarz w rękach. Mimowolnie wypuściłam łzę, a za nią kolejną i kolejną. Tak bardzo chciałam być szczęśliwa. Dlaczego nie mogłam ? – Syknęłam pod nosem kwasząc minę i po chwili wstając. Podeszłam do szafy wybierając kreację na dzisiejszy wieczór. Była nią czarna sukienka z szerokimi ramiączkami przystrojona koronką oraz skórzanymi wstawkami. Do tego porwałam czarne botki potocznie zwane „litami” i udałam się w stronę łazienki gdzie wykonałam wszystkie podstawowe czynności. Założyłam jak zwykle czystą bieliznę a na to wsunęłam sukienkę. Na twarz nałożyłam delikatny makijaż, włosom pozwalając na swobodny układ. Na stopy ubrałam przyszykowane botki i tak wyszykowana opuściłam łazienkę kierując się do kuchni gdzie nalałam sobie soku i oparta o kuchenny blat wpatrywałam się tępo w okno które widniało naprzeciwko mnie. W pewnej chwili usłyszałam stukot obcasów i spoglądając na schody ujrzałam Julię, moją mamę oraz Harrego. Wszyscy już byli wyszykowani więc i ja odłożyłam szklankę udając się w stronę drzwi.
- Ładnie wyglądasz – Mruknęłam do siostry która wiedziała czym było spowodowane moje zachowanie.
- Em, daj sobie spokój – Usłyszałam głos matki która skarciła mnie swym wzrokiem.
- To nie ja zachowuję się jak rozkapryszone dziecko – Parsknęłam szybko opuszczając dom i udając się do auta które czekało już przed domem. Pierwszy wsiadł Harry później Julia, następnie mama a na końcu jak zwykle ja. Trzaskając drzwiami usiadłam wygodnie wbijając się w fotel i obserwując poustawiane w równych odległościach latarnie. W oddali można było ujrzeć przytulne restauracje czy też kawiarnie jak i cluby w które tętnią życiem. Całość uwydatniała bardzo przyjemną atmosferę. Nim się obejrzeliśmy byliśmy już na miejscu, krocząc po schodach do drzwi bankietowych których framuga mieniła się na wszystkie kolory złota. Po chwili staliśmy już w środku sącząc roznoszony przez kelnerów poncz.
- Jestem Liam, miło mi Cię poznać. – Mruknął tajemniczy głos wysuwając się zza mnie.
- Mi również miło Cię poznać, ja jestem Emily. Mam nadzieję że mnie pamiętasz. – Uśmiechnęłam się do chłopaka delikatnie ściskając jego dłoń w powitalnym geście.
- Jak mógłbym Cię nie pamiętać Em, to wszystko strasznie się potoczyło – Odpowiedział brunet spuszczając głowę w dół.
- Nie sądzę. Przecież jesteście teraz sławni, szczęśliwi. Gdyby nie to, że Harry poszedł do X – Factor’a prawdopodobnie nigdy byście się nie znali. Nie wspominając już o zespole. – Prychnęłam upijając kolejny łyk.
- To ty go tam wysłałaś, i to dzięki tobie jesteśmy zespołem Em. To ty zawsze będziesz naszym sercem – Payne uśmiechnął się przytulając mnie do siebie delikatnie. – Dlaczego to nie ty stoisz przy nim na tej gali ?
- Ponieważ mój. Boże co ja plotę … Ponieważ Harry jest z moją siostrą – Odpowiedziałam niepewnie unosząc brwi ku górze.
- Przecież on Ciebie najbardziej kocha, co on wyprawia ?
- Nie wiem. Nie chcę wiedzieć – Mruknęłam kwasząc swą minę. – A tak w ogóle, cały czas się nam przygląda.
- Bo jest zazdrosny o Ciebie. Patrz – Liam nie zważając na Harrego uśmiechnął się po czym pochylił się nade mną delikatnie muskając moje usta.
- Myślisz że on o jedno muśnięcie ust będzie zazdrosny ?
- Widocznie tak, bo właśnie wyszedł z miną po której można było stwierdzić że chce mnie rozerwać na małe kawałeczki. – Zażartował a ja nie czekając chwili dłużej również opuściłam bankiet żegnając się z Paynem. Oczywiście przed wyjściem poznałam jeszcze bardzo dużo nowych osób w tym resztę chłopców z 1D oraz samego Justina Biebera. Schodząc po schodach jeszcze nie wiedziałam jaki będzie mój cel. Zawsze kochałam błądzić uliczkami rozmyślając „Co by było gdyby”. No właśnie i co dalej ? Nie mogłam przestać myśleć o Stylesie. Niby go nienawidziłam, lecz gdy czułam jego oddech na moim ciele, całe zło ze mnie schodziło i pragnęłam wtedy tylko jego bliskości. Nie wiadomo skąd zaczął padać deszcz który wyrwał mnie z zamyśleń. Stałam tak przed domem loczka nie jednokrotnie zastanawiając się dlaczego moje nogi przyprowadziły mnie akurat tutaj. Może to jakieś przeznaczenie ? To bez sensu. Co ja sobie w ogóle wyobrażam. On nie skończy z Julią dla mnie. To jest nie możliwe. Podchodząc bliżej ciemnych dębowych drzwi na których zawieszona była złota tabliczka z wygrawerowanym nazwiskiem „Styles”, zapukałam odsuwając się dwa kroki do tyłu i czekając na jakąkolwiek reakcję. W końcu drzwi się otworzyły ujawniając przy tym zszokowanego bruneta. A z moich ust wypłynęły dość nietypowe słowa.
- Nigdy nie przestałam Cię kochać...
~~*~~
I jak się podoba ?
Ja szczerze mówiąc nie jestem w ogóle z siebie zadowolona.
Może to dlatego że nie lubię pisać wstępów, obiecuję że od następnej części będzie duuuużo ciekawiej.
To jak .. piszecie się ?
W komentarzach wyraźcie to co się wam nie podoba a ja postaram się to w sobie zmienić.
Kocham Was ! ♥
~ Amy.
sobota, 16 lutego 2013
Rozdział Pierwszy.
„Moje myśli czasem mnie przerażają, to wasza wina, po co wy w
ogóle myślicie?.”
- Proszę do klasy – Po usłyszeniu słów mojego nauczyciela od biologii weszłam do klasy i udałam się na swoje miejsce po czym usiadłam na krześle wbijając wzrok gdzieś daleko, w zupełnie nieokreślony punkt. Może się przedstawię. Jestem Emily, mam prawie 17 lat i nie rozumiem co ja tu robię. Biologia, i ten skrzeczący nauczyciel – gorzej być nie mogło. Wyjęłam zeszyt chcąc przyjąć pozory przygotowanej do lekcji uczennicy. Ostatni dzień szkoły a ja siedzę tu, w klasie z samymi kujonami bo oczywiście reszta mojej ekipy nie przyszła. Nie wybaczę im tego. Nagle z moich przemyśleń wyrwał mnie głos nauczyciela.
- Em, masz zamiar siedzieć jak ostatni kołek w tej ławce i przeglądać się w swoim telefonie ?- Dokończył a po klasie rozniosły się śmiechy ludzi których praktycznie nie znałam, nie dość że rzadko bywałam w szkole to jeszcze oni. A właśnie zapomniałam dodać, większość mówi do mnie po prostu Em, nie wiem dlaczego. W końcu imię Emily nie jest jakieś strasznie długie aby trzeba go było skracać. Zrozum tu ludzi. Po chwili zrzuciłam swój plecak z ławki i biorąc do ręki długopis przeglądałam swój zeszyt szukając jakiejś czystej kartki. Minął jakiś czas kiedy zorientowałam się że ten zeszyt, to tak naprawdę nie zeszyt przedmiotowy tylko mój stary pamiętnik który kiedyś gdzieś zapodziałam. Przewróciłam na następną kartkę a w moje oczy wbiło się imię „Harry”. Miałam dość, znów to samo. A przecież już było tak dobrze, nawet byłam szczęśliwa. Już zapomniałam, zdołałam się z niego wyleczyć. Ale on wraca do mnie jak bumerang, brakuje jeszcze tego aby odwiedził mnie osobiście. Potrząsnęłam głową opierając ją o rękę którą pionowo trzymałam na ławce, wgłębiając się w lekturę.
„ 01.01.09r.
Poznałam chłopaka, jest w kompletnym bagnie. Ćpa. Muszę mu pomóc po prostu muszę. Nazywa się Styles. Harry Styles.”
„ 24.04.10r.
Dziś było super. Byłam z Harrym na pizzy a później przeszliśmy się na jezioro. On jest naprawdę cudowny, dziękuję bogu że go poznałam.”
„ 28.06.10r.
Dziś zakończenie roku szkolnego, ostatni dzień tej męczarni. Mówiłam już że oficjalnie jestem z Harrym ? Tak, poprosił mnie o to abyśmy spróbowali. Ten jego uśmiech i zielone tęczówki które zależnie od jego nastroju przybierały inne odcienie. Kochałam to i wariowałam na jego punkcie.”
„02.07.10r.
Dziś moje urodziny. Myślałam że będzie cudownie a tu okazuje się że Harry zwiał w ogóle się mną nie przejmując. A ja mu pomogłam. Wyciągnęłam go z tego bagna posyłając go w stronę sławy. Tak to ja trzymałam za niego kciuki gdy był w X-Factor. Obwiniałam się o to że to przeze mnie odszedł, że nie byłam dla niego dość dobra. Byłam zwykłą 13-latką, która miała bujną wyobraźnie.. „Na zawsze” ? Nie sądzę Styles.”
Zaraz, zaraz … już za kilka dni moje urodziny ? Oficjalnie skończę 17 lat ? Myślałam że ten czas leci o wiele, wiele wolniej a tu proszę już za niedługo 2 lata od kiedy nie ma przy mnie Stylesa. Nawet dobrze mi z tym, chodź to jest oczywiste że wolałabym aby był, tu, teraz, przy mnie i mnie wspierał. Z przemyśleń wyrwał mnie przerażający pisk dzwonka który informował o zakończeniu lekcji, tak więc wiązało się z tym też zakończenie szkoły …. WAKACJE – krzyknęłam w myślach chowając do torby pamiętnik i czym prędzej opuszczając szkołę wyjęłam telefon który wibrował w mojej kieszeni przez całą lekcję.
- Tak ? – Powiedziałam tępo do słuchawki telefonu.
- Em ? Wbijaj na działkę do Bryana, proszę przyjdź. – Oznajmiła mi Amy, była moją najlepszą przyjaciółką, zawsze starała się mi pomóc lecz nigdy jej to nie wychodziło. To właśnie to w niej tak bardzo lubiłam.
- No dobrze, będę tam za 10 minut. Tylko proszę. Nie pij – Odpowiedziałam drętwo delikatnie kwasząc przy tym swą minę. Wiedziałam że będzie pijana no ale miałam chodź taką małą nadzieję że nie tak jak zwykle.
***
Doszłam tam jak zwykle spóźniona, no cóż musiałam przekonywać moją rodzicielkę że idę jedynie coś zjeść. I że nie wybieram się na żadną imprezę. Przed moimi oczyma ukazała się całkowicie zalana Ama, skąd ja to wiedziałam że tak będzie ? Czyżbym potrafiła przewidywać przyszłość ? A może po prostu byłam już do tego w 100 % przyzwyczajona ? Tak, wybieram opcję numer 2. Przywitałam się z nią po czym wyminęłam dziewczynę kierując się do reszty. Wzięłam do ręki piwo otwierając je i przykładając do mych spragnionych ust. Upiłam kilka łyków aż poczułam ciepło. Takie ciepło którego nie da się opisać oczywiście spowodowane za szybkim spożywaniem alkoholu i to jeszcze na tym prażącym słońcu.
- Bryan ! – Krzyknęłam a chłopak znalazł się przy mnie w mgnieniu oka.
- Cześć kochanie – Uśmiechnął się przytulając mnie do siebie. Nie czekając dłużej wtuliłam się w jego umięśniony tors mimowolnie chichocząc.
- Myślałam już że o mnie zapomniałeś. – Udałam oburzoną wyrywając się z jego uścisków i stojąc przed nim z założonymi na piersiach rękoma.
- Nie, naprawdę. Nie zauważyłem że już przyszłaś. To tyle kotku. – Zrobił smutną obejmując mnie w talii i wpijając się w moją szyję niczym wampir który natychmiast potrzebuje krwi. Po chwili jego usta poruszały się po całej szyi wprawiając mnie w delikatne dreszcze które w tym momencie przysparzały mi wiele kłopotów.
- Kochanie, nie teraz – Odepchnęłam go delikatnie składając na jego ustach jedynie czuły i subtelny pocałunek. W końcu zdałam sobie sprawę jakim on jest dzieciakiem. Zachowuje się jak 2 – latek który przed spaniem zapomniał o umyciu zębów. Żenada. Miałam ochotę dziś zaszaleć. Należy mi się, zawsze byłam trzeźwa. Pora pokazać światu kim jestem naprawdę. Nim się obejrzałam było już ciemno a w mojej głownie wrzało. Ale czułam się całkowicie trzeźwa, no może miałam odczucie jakby mi się kręciło w głownie a nogi odmawiały mi posłuszeństwa lecz nie mogłam się opanować. Targnęłam sobą wstając oczywiście nie obyło się bez potknięcia przez które prawie straciłam równowagę lecz udało mi się wyjść z tej sytuacji bez większego szwanku. Gdy stałam już przy stoliku wszystko zaczęło wirować. Począwszy od stolika skończywszy na osobie stojącej naprzeciwko mnie.
- Kim jesteś i dlaczego tu stoisz – Wydusiłam z siebie mimowolnie wybuchając głośnym śmiechem którego nie mogłam opanować.
- Jestem Alan i przybyłem aby odprowadzić cię do domu. Ale się schlałaś .. I to ty najgrzeczniejsza dziewczynka z towarzystwa. Nie spodziewałem się tego po tobie – Wpatrując się w każdy jak każdy ruch jego warg i analizując jego wypowiedź przytrzymałam się stolika aby chodź na chwilę zachować równowagę. Lecz na marne. Po chwili leżałam już na ziemi a stolik o który się opierałam tuż obok mnie.
- Dobrze, może i jestem pijana. Ale możesz mi powiedzieć dlaczego mam brązową koszulkę?- Wąchając ją delikatnie się skrzywiłam i znów przeniosłam wzrok na postać która stała przede mną wyciągając swoją rękę w moją stronę. – A w dodatku śmierdzi alkoholem ?
- Przed chwilą się nim oblałaś, geniuszko. Przewracając na siebie stolik z alkoholem. – Chłopak pomógł mi wstać i nie zważając uwagi na to że jestem cała mokra objął mnie ramieniem. Szliśmy tak zwani „przyklejeni” przez całą działkę kierując się ku wyjściu.
- Nie, ja nie idę. Nie mam siły – Wysunęłam się z objęć chłopaka i usiadłam po turecku na zimnej trawie przymykając swe oczy.
- Musisz wstać – Czułam jak Alan swymi dość sporymi rękami stara się mnie podnieść z ziemi, uległam no bo co miałam zrobić. Wstałam lecz po chwili upadłam na jego tors w który wtuliłam się z całych sił.
- Zaśnijmy tu, proszę przytul mnie – Wymamrotałam pod nosem zamykając swe oczy.
***
Otworzyłam oczy nie wiedząc do końca co się stało i gdzie ja teraz jestem. Do moich oczu wpadał nieprzyjemny promień słońca który palił je od środka. Zilustrowałam pokój w którym aktualnie przybywałam i wstając z łóżka skierowałam się w stronę drzwi. Ten pokój wydawał mi się bardzo znajomy więc nie byłam przerażona. No może trochę gdy pomyślałam o mojej mamie która pewnie się o mnie martwiła. Przed wyjściem rozejrzałam się jeszcze raz po pokoju dostrzegając swój plecak dobrnęłam do niego szybko wyciągając telefon. 82 nieodebrane połączenia od mamy. 53 nieodebrane połączenia od Bryana. 27 nieodczytanych esemesów. JUŻ NIE ŻYJĘ – wymamrotałam pod nosem kiedy do pokoju wszedł Alan.
- I jak, głowa boli ? – Mruknął pod nosem kierując się w stronę szafy.
- Weź mi nawet nie mów. Ruszać się nie mogę a ty pytasz czy głowa boli. Tak w ogóle wytłumacz mi to dlaczego jak tak okropnie śmierdzę alkoholem, dlaczego jestem cała brudna i co ja tu w ogóle robię … - Zrezygnowana usiadłam ponownie na łóżku chowając twarz w dłoniach. Nagle poczułam jak ktoś siada obok mnie i gładzi mnie po plecach. Podobało mi się to uczucie.
- Kochanie, nie będę Ci tłumaczył. Zadzwoniłem do twojej mamy mówiąc że przenocowałaś dziś u mnie razem z Amą ponieważ oglądaliśmy do późna filmy świętując zakończenie roku szkolnego. Ona przywiozła Ci jedynie ubranie na zmianę które znajdują się w tamtej torbie – Chłopak wskazał na torbę a uśmiech nie znikał z jego twarzy. – Więc idź, tam jest łazienka. Zrób co potrzebujesz i zejdź na śniadanie a później niestety będziesz musiała iść do domu. Bo tak zarządziła twoja mama, która była zła… nie to złe określenie. Była wściekła.- Przejechałam nadgarstkami po swych zaspanych oczach udając się do łazienki gdzie wykonałam wszystkie podstawowe czynności po czym wsunęłam na siebie świeżą bieliznę oraz krótkie jeansowe spodenki. Do tego założyłam zwiewną koszulkę na ramiączkach która niestety była prześwitująca. Nałożyłam na swoją twarz delikatny makijaż a włosy rozczesałam pozwalając im na swobodny układ. Stare rzeczy schowałam do torby udając się na dół gdzie usiadłam na krześle po czym puściłam swobodnie swoją głowę która uderzyła w stół co wywołało dość głośny huk.
- Ej mała, nie przesadzaj przecież nie będzie tak źle – Szepnął Alan podsuwając mi pod nos płatki z mlekiem.
- Będzie jeszcze gorzej. Boże jak ja mogłam się tak schlać. To było pierwszy raz i już nic nie pamiętam – Syknęłam z kwaśną miną bawiąc się łyżką która leżała obok miski z posiłkiem.
- No niestety musisz ponieść tego konsekwencję. Masz szczęście że twoja mama nie zna prawdy – Przesłał mi nijakie spojrzenie zasiadając naprzeciwko mnie ze swoją porcją smakołyku. Tak na marginesie. Alan jest od nas o 3 lata starszy. No ode mnie o 4, ponieważ on ma już 20, a ja dopiero skończą 17. To życie jest zupełnie nie sprawiedliwe.
-Mówisz jak moja mama – Przymknęłam oczy po czym zanurzyłam łyżkę w mleku wyławiając z niego płatki które po chwili już znajdowały się w moim przełyku. Nim się obejrzałam pożegnałam się z Alanem jednocześnie dziękując mu za krycie swojego wybryku i udałam się w drogę do domu która zwykle ciągnęła mi się w nieskończoność a dziś ? Czułam się jakby nie minęło nawet pięć minut. Otwierając cicho drzwi stanęłam w przedpokoju. Zsunęłam wolnym ruchem ze swoich stóp conversy i cicho krocząc udałam się na górę do swojego pokoju. Walizki ? – Szepnęłam do siebie cicho spoglądając na walizki poustawiane w idealnym rządku przed wejściem na górę. Pewnie Julie wróciła – Ponownie szepnęłam wzruszając przy tym ramionami. Julia jest moją siostrą, jest o 10 lat ode mnie starsza. Ale mogę porozmawiać z nią o wszystkim bo wiem że mogę jej ufać. Przejechałam delikatnie opuszkami palców po walizkach kiedy drzwi u niej w pokoju otworzyły się a z nich wyłowił się pół nagi mężczyzna w samych bokserkach. Zakryłam szybko oczy nie patrząc na jego twarz lecz ciekawość wygrała. Opuściłam swoje dłonie a to co zobaczyłam przyprawiło mnie o ból w każdej części mojego kruchego ciałka. A największy ból rozgrywał się w moim sercu które było już na skraju wytrzymania. Łzy same potoczyły się po moich policzkach tworząc tym strumień łez kapiących na mą świeżą koszulkę . Przede mną stał jak wryty pół nagi Harry. Tak właśnie ten Harry Styles który 2 lata temu zranił mnie niemiłosiernie zostawiając mnie na pastwę losu. „Brakuje jeszcze tego żeby osobiście mnie odwiedził” – Moje myśli czasem mnie przerażają, to wasza wina po co wy w ogóle myślicie. Widać było że nie wie jak się zachować, widocznie nie wiedział że jestem siostrą Julie, lub po prostu zapomniał. Ruszyłam w stronę swojego pokoju chciałam zgrabnie go wyminąć po czym wejść do swego łóżka i zacząć ryczeć jak małe dziecko. Czułam jak moje usta schną z każdą chwilą coraz bardziej a z każdym krokiem mój oddech przyśpiesza się. Już jestem obok niego, udało mi się. Idąc toczyłam słowną walkę ze swoimi myślami. Jednak nie do końca mi się udało, chłopak złapał mnie swą męską a jednocześnie rozgrzaną ręką za nadgarstek cofając mnie do tyłu. I w końcu nasze spojrzenia się spotkały. Po tylu latach, jego szmaragdowo-zielone oczka nie straciły swojego uroku a loki idealnie komponowały się z jego pięknymi delikatnie malinowymi ustami. Stał tak wlepiając we mnie swe tęczówki, nie powiem że czułam się bardzo niekomfortowo, najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Lecz w pewnej chwili jego usta zaczęły się otwierać po czym wydobył się z nich ten seksowny a za razem zachrypnięty głos Stylesa...
~~*~~
I jak wam się podoba ?
To moje pierwsze w życiu opowiadanie.
Kiedyś pisałam jedynie imaginy.
Czekam na szczere opinie i dużo komentarzy które dają na prawdę wielkiego kopa.
Tak wiem że mam beznadziejny "styl" pisma, mam nadzieję że to wypracuję.
Specjalnie dla was ♥
~ Amy.
- Proszę do klasy – Po usłyszeniu słów mojego nauczyciela od biologii weszłam do klasy i udałam się na swoje miejsce po czym usiadłam na krześle wbijając wzrok gdzieś daleko, w zupełnie nieokreślony punkt. Może się przedstawię. Jestem Emily, mam prawie 17 lat i nie rozumiem co ja tu robię. Biologia, i ten skrzeczący nauczyciel – gorzej być nie mogło. Wyjęłam zeszyt chcąc przyjąć pozory przygotowanej do lekcji uczennicy. Ostatni dzień szkoły a ja siedzę tu, w klasie z samymi kujonami bo oczywiście reszta mojej ekipy nie przyszła. Nie wybaczę im tego. Nagle z moich przemyśleń wyrwał mnie głos nauczyciela.
- Em, masz zamiar siedzieć jak ostatni kołek w tej ławce i przeglądać się w swoim telefonie ?- Dokończył a po klasie rozniosły się śmiechy ludzi których praktycznie nie znałam, nie dość że rzadko bywałam w szkole to jeszcze oni. A właśnie zapomniałam dodać, większość mówi do mnie po prostu Em, nie wiem dlaczego. W końcu imię Emily nie jest jakieś strasznie długie aby trzeba go było skracać. Zrozum tu ludzi. Po chwili zrzuciłam swój plecak z ławki i biorąc do ręki długopis przeglądałam swój zeszyt szukając jakiejś czystej kartki. Minął jakiś czas kiedy zorientowałam się że ten zeszyt, to tak naprawdę nie zeszyt przedmiotowy tylko mój stary pamiętnik który kiedyś gdzieś zapodziałam. Przewróciłam na następną kartkę a w moje oczy wbiło się imię „Harry”. Miałam dość, znów to samo. A przecież już było tak dobrze, nawet byłam szczęśliwa. Już zapomniałam, zdołałam się z niego wyleczyć. Ale on wraca do mnie jak bumerang, brakuje jeszcze tego aby odwiedził mnie osobiście. Potrząsnęłam głową opierając ją o rękę którą pionowo trzymałam na ławce, wgłębiając się w lekturę.
„ 01.01.09r.
Poznałam chłopaka, jest w kompletnym bagnie. Ćpa. Muszę mu pomóc po prostu muszę. Nazywa się Styles. Harry Styles.”
„ 24.04.10r.
Dziś było super. Byłam z Harrym na pizzy a później przeszliśmy się na jezioro. On jest naprawdę cudowny, dziękuję bogu że go poznałam.”
„ 28.06.10r.
Dziś zakończenie roku szkolnego, ostatni dzień tej męczarni. Mówiłam już że oficjalnie jestem z Harrym ? Tak, poprosił mnie o to abyśmy spróbowali. Ten jego uśmiech i zielone tęczówki które zależnie od jego nastroju przybierały inne odcienie. Kochałam to i wariowałam na jego punkcie.”
„02.07.10r.
Dziś moje urodziny. Myślałam że będzie cudownie a tu okazuje się że Harry zwiał w ogóle się mną nie przejmując. A ja mu pomogłam. Wyciągnęłam go z tego bagna posyłając go w stronę sławy. Tak to ja trzymałam za niego kciuki gdy był w X-Factor. Obwiniałam się o to że to przeze mnie odszedł, że nie byłam dla niego dość dobra. Byłam zwykłą 13-latką, która miała bujną wyobraźnie.. „Na zawsze” ? Nie sądzę Styles.”
Zaraz, zaraz … już za kilka dni moje urodziny ? Oficjalnie skończę 17 lat ? Myślałam że ten czas leci o wiele, wiele wolniej a tu proszę już za niedługo 2 lata od kiedy nie ma przy mnie Stylesa. Nawet dobrze mi z tym, chodź to jest oczywiste że wolałabym aby był, tu, teraz, przy mnie i mnie wspierał. Z przemyśleń wyrwał mnie przerażający pisk dzwonka który informował o zakończeniu lekcji, tak więc wiązało się z tym też zakończenie szkoły …. WAKACJE – krzyknęłam w myślach chowając do torby pamiętnik i czym prędzej opuszczając szkołę wyjęłam telefon który wibrował w mojej kieszeni przez całą lekcję.
- Tak ? – Powiedziałam tępo do słuchawki telefonu.
- Em ? Wbijaj na działkę do Bryana, proszę przyjdź. – Oznajmiła mi Amy, była moją najlepszą przyjaciółką, zawsze starała się mi pomóc lecz nigdy jej to nie wychodziło. To właśnie to w niej tak bardzo lubiłam.
- No dobrze, będę tam za 10 minut. Tylko proszę. Nie pij – Odpowiedziałam drętwo delikatnie kwasząc przy tym swą minę. Wiedziałam że będzie pijana no ale miałam chodź taką małą nadzieję że nie tak jak zwykle.
***
Doszłam tam jak zwykle spóźniona, no cóż musiałam przekonywać moją rodzicielkę że idę jedynie coś zjeść. I że nie wybieram się na żadną imprezę. Przed moimi oczyma ukazała się całkowicie zalana Ama, skąd ja to wiedziałam że tak będzie ? Czyżbym potrafiła przewidywać przyszłość ? A może po prostu byłam już do tego w 100 % przyzwyczajona ? Tak, wybieram opcję numer 2. Przywitałam się z nią po czym wyminęłam dziewczynę kierując się do reszty. Wzięłam do ręki piwo otwierając je i przykładając do mych spragnionych ust. Upiłam kilka łyków aż poczułam ciepło. Takie ciepło którego nie da się opisać oczywiście spowodowane za szybkim spożywaniem alkoholu i to jeszcze na tym prażącym słońcu.
- Bryan ! – Krzyknęłam a chłopak znalazł się przy mnie w mgnieniu oka.
- Cześć kochanie – Uśmiechnął się przytulając mnie do siebie. Nie czekając dłużej wtuliłam się w jego umięśniony tors mimowolnie chichocząc.
- Myślałam już że o mnie zapomniałeś. – Udałam oburzoną wyrywając się z jego uścisków i stojąc przed nim z założonymi na piersiach rękoma.
- Nie, naprawdę. Nie zauważyłem że już przyszłaś. To tyle kotku. – Zrobił smutną obejmując mnie w talii i wpijając się w moją szyję niczym wampir który natychmiast potrzebuje krwi. Po chwili jego usta poruszały się po całej szyi wprawiając mnie w delikatne dreszcze które w tym momencie przysparzały mi wiele kłopotów.
- Kochanie, nie teraz – Odepchnęłam go delikatnie składając na jego ustach jedynie czuły i subtelny pocałunek. W końcu zdałam sobie sprawę jakim on jest dzieciakiem. Zachowuje się jak 2 – latek który przed spaniem zapomniał o umyciu zębów. Żenada. Miałam ochotę dziś zaszaleć. Należy mi się, zawsze byłam trzeźwa. Pora pokazać światu kim jestem naprawdę. Nim się obejrzałam było już ciemno a w mojej głownie wrzało. Ale czułam się całkowicie trzeźwa, no może miałam odczucie jakby mi się kręciło w głownie a nogi odmawiały mi posłuszeństwa lecz nie mogłam się opanować. Targnęłam sobą wstając oczywiście nie obyło się bez potknięcia przez które prawie straciłam równowagę lecz udało mi się wyjść z tej sytuacji bez większego szwanku. Gdy stałam już przy stoliku wszystko zaczęło wirować. Począwszy od stolika skończywszy na osobie stojącej naprzeciwko mnie.
- Kim jesteś i dlaczego tu stoisz – Wydusiłam z siebie mimowolnie wybuchając głośnym śmiechem którego nie mogłam opanować.
- Jestem Alan i przybyłem aby odprowadzić cię do domu. Ale się schlałaś .. I to ty najgrzeczniejsza dziewczynka z towarzystwa. Nie spodziewałem się tego po tobie – Wpatrując się w każdy jak każdy ruch jego warg i analizując jego wypowiedź przytrzymałam się stolika aby chodź na chwilę zachować równowagę. Lecz na marne. Po chwili leżałam już na ziemi a stolik o który się opierałam tuż obok mnie.
- Dobrze, może i jestem pijana. Ale możesz mi powiedzieć dlaczego mam brązową koszulkę?- Wąchając ją delikatnie się skrzywiłam i znów przeniosłam wzrok na postać która stała przede mną wyciągając swoją rękę w moją stronę. – A w dodatku śmierdzi alkoholem ?
- Przed chwilą się nim oblałaś, geniuszko. Przewracając na siebie stolik z alkoholem. – Chłopak pomógł mi wstać i nie zważając uwagi na to że jestem cała mokra objął mnie ramieniem. Szliśmy tak zwani „przyklejeni” przez całą działkę kierując się ku wyjściu.
- Nie, ja nie idę. Nie mam siły – Wysunęłam się z objęć chłopaka i usiadłam po turecku na zimnej trawie przymykając swe oczy.
- Musisz wstać – Czułam jak Alan swymi dość sporymi rękami stara się mnie podnieść z ziemi, uległam no bo co miałam zrobić. Wstałam lecz po chwili upadłam na jego tors w który wtuliłam się z całych sił.
- Zaśnijmy tu, proszę przytul mnie – Wymamrotałam pod nosem zamykając swe oczy.
***
Otworzyłam oczy nie wiedząc do końca co się stało i gdzie ja teraz jestem. Do moich oczu wpadał nieprzyjemny promień słońca który palił je od środka. Zilustrowałam pokój w którym aktualnie przybywałam i wstając z łóżka skierowałam się w stronę drzwi. Ten pokój wydawał mi się bardzo znajomy więc nie byłam przerażona. No może trochę gdy pomyślałam o mojej mamie która pewnie się o mnie martwiła. Przed wyjściem rozejrzałam się jeszcze raz po pokoju dostrzegając swój plecak dobrnęłam do niego szybko wyciągając telefon. 82 nieodebrane połączenia od mamy. 53 nieodebrane połączenia od Bryana. 27 nieodczytanych esemesów. JUŻ NIE ŻYJĘ – wymamrotałam pod nosem kiedy do pokoju wszedł Alan.
- I jak, głowa boli ? – Mruknął pod nosem kierując się w stronę szafy.
- Weź mi nawet nie mów. Ruszać się nie mogę a ty pytasz czy głowa boli. Tak w ogóle wytłumacz mi to dlaczego jak tak okropnie śmierdzę alkoholem, dlaczego jestem cała brudna i co ja tu w ogóle robię … - Zrezygnowana usiadłam ponownie na łóżku chowając twarz w dłoniach. Nagle poczułam jak ktoś siada obok mnie i gładzi mnie po plecach. Podobało mi się to uczucie.
- Kochanie, nie będę Ci tłumaczył. Zadzwoniłem do twojej mamy mówiąc że przenocowałaś dziś u mnie razem z Amą ponieważ oglądaliśmy do późna filmy świętując zakończenie roku szkolnego. Ona przywiozła Ci jedynie ubranie na zmianę które znajdują się w tamtej torbie – Chłopak wskazał na torbę a uśmiech nie znikał z jego twarzy. – Więc idź, tam jest łazienka. Zrób co potrzebujesz i zejdź na śniadanie a później niestety będziesz musiała iść do domu. Bo tak zarządziła twoja mama, która była zła… nie to złe określenie. Była wściekła.- Przejechałam nadgarstkami po swych zaspanych oczach udając się do łazienki gdzie wykonałam wszystkie podstawowe czynności po czym wsunęłam na siebie świeżą bieliznę oraz krótkie jeansowe spodenki. Do tego założyłam zwiewną koszulkę na ramiączkach która niestety była prześwitująca. Nałożyłam na swoją twarz delikatny makijaż a włosy rozczesałam pozwalając im na swobodny układ. Stare rzeczy schowałam do torby udając się na dół gdzie usiadłam na krześle po czym puściłam swobodnie swoją głowę która uderzyła w stół co wywołało dość głośny huk.
- Ej mała, nie przesadzaj przecież nie będzie tak źle – Szepnął Alan podsuwając mi pod nos płatki z mlekiem.
- Będzie jeszcze gorzej. Boże jak ja mogłam się tak schlać. To było pierwszy raz i już nic nie pamiętam – Syknęłam z kwaśną miną bawiąc się łyżką która leżała obok miski z posiłkiem.
- No niestety musisz ponieść tego konsekwencję. Masz szczęście że twoja mama nie zna prawdy – Przesłał mi nijakie spojrzenie zasiadając naprzeciwko mnie ze swoją porcją smakołyku. Tak na marginesie. Alan jest od nas o 3 lata starszy. No ode mnie o 4, ponieważ on ma już 20, a ja dopiero skończą 17. To życie jest zupełnie nie sprawiedliwe.
-Mówisz jak moja mama – Przymknęłam oczy po czym zanurzyłam łyżkę w mleku wyławiając z niego płatki które po chwili już znajdowały się w moim przełyku. Nim się obejrzałam pożegnałam się z Alanem jednocześnie dziękując mu za krycie swojego wybryku i udałam się w drogę do domu która zwykle ciągnęła mi się w nieskończoność a dziś ? Czułam się jakby nie minęło nawet pięć minut. Otwierając cicho drzwi stanęłam w przedpokoju. Zsunęłam wolnym ruchem ze swoich stóp conversy i cicho krocząc udałam się na górę do swojego pokoju. Walizki ? – Szepnęłam do siebie cicho spoglądając na walizki poustawiane w idealnym rządku przed wejściem na górę. Pewnie Julie wróciła – Ponownie szepnęłam wzruszając przy tym ramionami. Julia jest moją siostrą, jest o 10 lat ode mnie starsza. Ale mogę porozmawiać z nią o wszystkim bo wiem że mogę jej ufać. Przejechałam delikatnie opuszkami palców po walizkach kiedy drzwi u niej w pokoju otworzyły się a z nich wyłowił się pół nagi mężczyzna w samych bokserkach. Zakryłam szybko oczy nie patrząc na jego twarz lecz ciekawość wygrała. Opuściłam swoje dłonie a to co zobaczyłam przyprawiło mnie o ból w każdej części mojego kruchego ciałka. A największy ból rozgrywał się w moim sercu które było już na skraju wytrzymania. Łzy same potoczyły się po moich policzkach tworząc tym strumień łez kapiących na mą świeżą koszulkę . Przede mną stał jak wryty pół nagi Harry. Tak właśnie ten Harry Styles który 2 lata temu zranił mnie niemiłosiernie zostawiając mnie na pastwę losu. „Brakuje jeszcze tego żeby osobiście mnie odwiedził” – Moje myśli czasem mnie przerażają, to wasza wina po co wy w ogóle myślicie. Widać było że nie wie jak się zachować, widocznie nie wiedział że jestem siostrą Julie, lub po prostu zapomniał. Ruszyłam w stronę swojego pokoju chciałam zgrabnie go wyminąć po czym wejść do swego łóżka i zacząć ryczeć jak małe dziecko. Czułam jak moje usta schną z każdą chwilą coraz bardziej a z każdym krokiem mój oddech przyśpiesza się. Już jestem obok niego, udało mi się. Idąc toczyłam słowną walkę ze swoimi myślami. Jednak nie do końca mi się udało, chłopak złapał mnie swą męską a jednocześnie rozgrzaną ręką za nadgarstek cofając mnie do tyłu. I w końcu nasze spojrzenia się spotkały. Po tylu latach, jego szmaragdowo-zielone oczka nie straciły swojego uroku a loki idealnie komponowały się z jego pięknymi delikatnie malinowymi ustami. Stał tak wlepiając we mnie swe tęczówki, nie powiem że czułam się bardzo niekomfortowo, najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Lecz w pewnej chwili jego usta zaczęły się otwierać po czym wydobył się z nich ten seksowny a za razem zachrypnięty głos Stylesa...
~~*~~
I jak wam się podoba ?
To moje pierwsze w życiu opowiadanie.
Kiedyś pisałam jedynie imaginy.
Czekam na szczere opinie i dużo komentarzy które dają na prawdę wielkiego kopa.
Tak wiem że mam beznadziejny "styl" pisma, mam nadzieję że to wypracuję.
Specjalnie dla was ♥
~ Amy.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)