„Moje myśli czasem mnie przerażają, to wasza wina, po co wy w
ogóle myślicie?.”
- Proszę do klasy – Po usłyszeniu słów mojego nauczyciela od biologii weszłam do klasy i udałam się na swoje miejsce po czym usiadłam na krześle wbijając wzrok gdzieś daleko, w zupełnie nieokreślony punkt. Może się przedstawię. Jestem Emily, mam prawie 17 lat i nie rozumiem co ja tu robię. Biologia, i ten skrzeczący nauczyciel – gorzej być nie mogło. Wyjęłam zeszyt chcąc przyjąć pozory przygotowanej do lekcji uczennicy. Ostatni dzień szkoły a ja siedzę tu, w klasie z samymi kujonami bo oczywiście reszta mojej ekipy nie przyszła. Nie wybaczę im tego. Nagle z moich przemyśleń wyrwał mnie głos nauczyciela.
- Em, masz zamiar siedzieć jak ostatni kołek w tej ławce i przeglądać się w swoim telefonie ?- Dokończył a po klasie rozniosły się śmiechy ludzi których praktycznie nie znałam, nie dość że rzadko bywałam w szkole to jeszcze oni. A właśnie zapomniałam dodać, większość mówi do mnie po prostu Em, nie wiem dlaczego. W końcu imię Emily nie jest jakieś strasznie długie aby trzeba go było skracać. Zrozum tu ludzi. Po chwili zrzuciłam swój plecak z ławki i biorąc do ręki długopis przeglądałam swój zeszyt szukając jakiejś czystej kartki. Minął jakiś czas kiedy zorientowałam się że ten zeszyt, to tak naprawdę nie zeszyt przedmiotowy tylko mój stary pamiętnik który kiedyś gdzieś zapodziałam. Przewróciłam na następną kartkę a w moje oczy wbiło się imię „Harry”. Miałam dość, znów to samo. A przecież już było tak dobrze, nawet byłam szczęśliwa. Już zapomniałam, zdołałam się z niego wyleczyć. Ale on wraca do mnie jak bumerang, brakuje jeszcze tego aby odwiedził mnie osobiście. Potrząsnęłam głową opierając ją o rękę którą pionowo trzymałam na ławce, wgłębiając się w lekturę.
„ 01.01.09r.
Poznałam chłopaka, jest w kompletnym bagnie. Ćpa. Muszę mu pomóc po prostu muszę. Nazywa się Styles. Harry Styles.”
„ 24.04.10r.
Dziś było super. Byłam z Harrym na pizzy a później przeszliśmy się na jezioro. On jest naprawdę cudowny, dziękuję bogu że go poznałam.”
„ 28.06.10r.
Dziś zakończenie roku szkolnego, ostatni dzień tej męczarni. Mówiłam już że oficjalnie jestem z Harrym ? Tak, poprosił mnie o to abyśmy spróbowali. Ten jego uśmiech i zielone tęczówki które zależnie od jego nastroju przybierały inne odcienie. Kochałam to i wariowałam na jego punkcie.”
„02.07.10r.
Dziś moje urodziny. Myślałam że będzie cudownie a tu okazuje się że Harry zwiał w ogóle się mną nie przejmując. A ja mu pomogłam. Wyciągnęłam go z tego bagna posyłając go w stronę sławy. Tak to ja trzymałam za niego kciuki gdy był w X-Factor. Obwiniałam się o to że to przeze mnie odszedł, że nie byłam dla niego dość dobra. Byłam zwykłą 13-latką, która miała bujną wyobraźnie.. „Na zawsze” ? Nie sądzę Styles.”
Zaraz, zaraz … już za kilka dni moje urodziny ? Oficjalnie skończę 17 lat ? Myślałam że ten czas leci o wiele, wiele wolniej a tu proszę już za niedługo 2 lata od kiedy nie ma przy mnie Stylesa. Nawet dobrze mi z tym, chodź to jest oczywiste że wolałabym aby był, tu, teraz, przy mnie i mnie wspierał. Z przemyśleń wyrwał mnie przerażający pisk dzwonka który informował o zakończeniu lekcji, tak więc wiązało się z tym też zakończenie szkoły …. WAKACJE – krzyknęłam w myślach chowając do torby pamiętnik i czym prędzej opuszczając szkołę wyjęłam telefon który wibrował w mojej kieszeni przez całą lekcję.
- Tak ? – Powiedziałam tępo do słuchawki telefonu.
- Em ? Wbijaj na działkę do Bryana, proszę przyjdź. – Oznajmiła mi Amy, była moją najlepszą przyjaciółką, zawsze starała się mi pomóc lecz nigdy jej to nie wychodziło. To właśnie to w niej tak bardzo lubiłam.
- No dobrze, będę tam za 10 minut. Tylko proszę. Nie pij – Odpowiedziałam drętwo delikatnie kwasząc przy tym swą minę. Wiedziałam że będzie pijana no ale miałam chodź taką małą nadzieję że nie tak jak zwykle.
***
Doszłam tam jak zwykle spóźniona, no cóż musiałam przekonywać moją rodzicielkę że idę jedynie coś zjeść. I że nie wybieram się na żadną imprezę. Przed moimi oczyma ukazała się całkowicie zalana Ama, skąd ja to wiedziałam że tak będzie ? Czyżbym potrafiła przewidywać przyszłość ? A może po prostu byłam już do tego w 100 % przyzwyczajona ? Tak, wybieram opcję numer 2. Przywitałam się z nią po czym wyminęłam dziewczynę kierując się do reszty. Wzięłam do ręki piwo otwierając je i przykładając do mych spragnionych ust. Upiłam kilka łyków aż poczułam ciepło. Takie ciepło którego nie da się opisać oczywiście spowodowane za szybkim spożywaniem alkoholu i to jeszcze na tym prażącym słońcu.
- Bryan ! – Krzyknęłam a chłopak znalazł się przy mnie w mgnieniu oka.
- Cześć kochanie – Uśmiechnął się przytulając mnie do siebie. Nie czekając dłużej wtuliłam się w jego umięśniony tors mimowolnie chichocząc.
- Myślałam już że o mnie zapomniałeś. – Udałam oburzoną wyrywając się z jego uścisków i stojąc przed nim z założonymi na piersiach rękoma.
- Nie, naprawdę. Nie zauważyłem że już przyszłaś. To tyle kotku. – Zrobił smutną obejmując mnie w talii i wpijając się w moją szyję niczym wampir który natychmiast potrzebuje krwi. Po chwili jego usta poruszały się po całej szyi wprawiając mnie w delikatne dreszcze które w tym momencie przysparzały mi wiele kłopotów.
- Kochanie, nie teraz – Odepchnęłam go delikatnie składając na jego ustach jedynie czuły i subtelny pocałunek. W końcu zdałam sobie sprawę jakim on jest dzieciakiem. Zachowuje się jak 2 – latek który przed spaniem zapomniał o umyciu zębów. Żenada. Miałam ochotę dziś zaszaleć. Należy mi się, zawsze byłam trzeźwa. Pora pokazać światu kim jestem naprawdę. Nim się obejrzałam było już ciemno a w mojej głownie wrzało. Ale czułam się całkowicie trzeźwa, no może miałam odczucie jakby mi się kręciło w głownie a nogi odmawiały mi posłuszeństwa lecz nie mogłam się opanować. Targnęłam sobą wstając oczywiście nie obyło się bez potknięcia przez które prawie straciłam równowagę lecz udało mi się wyjść z tej sytuacji bez większego szwanku. Gdy stałam już przy stoliku wszystko zaczęło wirować. Począwszy od stolika skończywszy na osobie stojącej naprzeciwko mnie.
- Kim jesteś i dlaczego tu stoisz – Wydusiłam z siebie mimowolnie wybuchając głośnym śmiechem którego nie mogłam opanować.
- Jestem Alan i przybyłem aby odprowadzić cię do domu. Ale się schlałaś .. I to ty najgrzeczniejsza dziewczynka z towarzystwa. Nie spodziewałem się tego po tobie – Wpatrując się w każdy jak każdy ruch jego warg i analizując jego wypowiedź przytrzymałam się stolika aby chodź na chwilę zachować równowagę. Lecz na marne. Po chwili leżałam już na ziemi a stolik o który się opierałam tuż obok mnie.
- Dobrze, może i jestem pijana. Ale możesz mi powiedzieć dlaczego mam brązową koszulkę?- Wąchając ją delikatnie się skrzywiłam i znów przeniosłam wzrok na postać która stała przede mną wyciągając swoją rękę w moją stronę. – A w dodatku śmierdzi alkoholem ?
- Przed chwilą się nim oblałaś, geniuszko. Przewracając na siebie stolik z alkoholem. – Chłopak pomógł mi wstać i nie zważając uwagi na to że jestem cała mokra objął mnie ramieniem. Szliśmy tak zwani „przyklejeni” przez całą działkę kierując się ku wyjściu.
- Nie, ja nie idę. Nie mam siły – Wysunęłam się z objęć chłopaka i usiadłam po turecku na zimnej trawie przymykając swe oczy.
- Musisz wstać – Czułam jak Alan swymi dość sporymi rękami stara się mnie podnieść z ziemi, uległam no bo co miałam zrobić. Wstałam lecz po chwili upadłam na jego tors w który wtuliłam się z całych sił.
- Zaśnijmy tu, proszę przytul mnie – Wymamrotałam pod nosem zamykając swe oczy.
***
Otworzyłam oczy nie wiedząc do końca co się stało i gdzie ja teraz jestem. Do moich oczu wpadał nieprzyjemny promień słońca który palił je od środka. Zilustrowałam pokój w którym aktualnie przybywałam i wstając z łóżka skierowałam się w stronę drzwi. Ten pokój wydawał mi się bardzo znajomy więc nie byłam przerażona. No może trochę gdy pomyślałam o mojej mamie która pewnie się o mnie martwiła. Przed wyjściem rozejrzałam się jeszcze raz po pokoju dostrzegając swój plecak dobrnęłam do niego szybko wyciągając telefon. 82 nieodebrane połączenia od mamy. 53 nieodebrane połączenia od Bryana. 27 nieodczytanych esemesów. JUŻ NIE ŻYJĘ – wymamrotałam pod nosem kiedy do pokoju wszedł Alan.
- I jak, głowa boli ? – Mruknął pod nosem kierując się w stronę szafy.
- Weź mi nawet nie mów. Ruszać się nie mogę a ty pytasz czy głowa boli. Tak w ogóle wytłumacz mi to dlaczego jak tak okropnie śmierdzę alkoholem, dlaczego jestem cała brudna i co ja tu w ogóle robię … - Zrezygnowana usiadłam ponownie na łóżku chowając twarz w dłoniach. Nagle poczułam jak ktoś siada obok mnie i gładzi mnie po plecach. Podobało mi się to uczucie.
- Kochanie, nie będę Ci tłumaczył. Zadzwoniłem do twojej mamy mówiąc że przenocowałaś dziś u mnie razem z Amą ponieważ oglądaliśmy do późna filmy świętując zakończenie roku szkolnego. Ona przywiozła Ci jedynie ubranie na zmianę które znajdują się w tamtej torbie – Chłopak wskazał na torbę a uśmiech nie znikał z jego twarzy. – Więc idź, tam jest łazienka. Zrób co potrzebujesz i zejdź na śniadanie a później niestety będziesz musiała iść do domu. Bo tak zarządziła twoja mama, która była zła… nie to złe określenie. Była wściekła.- Przejechałam nadgarstkami po swych zaspanych oczach udając się do łazienki gdzie wykonałam wszystkie podstawowe czynności po czym wsunęłam na siebie świeżą bieliznę oraz krótkie jeansowe spodenki. Do tego założyłam zwiewną koszulkę na ramiączkach która niestety była prześwitująca. Nałożyłam na swoją twarz delikatny makijaż a włosy rozczesałam pozwalając im na swobodny układ. Stare rzeczy schowałam do torby udając się na dół gdzie usiadłam na krześle po czym puściłam swobodnie swoją głowę która uderzyła w stół co wywołało dość głośny huk.
- Ej mała, nie przesadzaj przecież nie będzie tak źle – Szepnął Alan podsuwając mi pod nos płatki z mlekiem.
- Będzie jeszcze gorzej. Boże jak ja mogłam się tak schlać. To było pierwszy raz i już nic nie pamiętam – Syknęłam z kwaśną miną bawiąc się łyżką która leżała obok miski z posiłkiem.
- No niestety musisz ponieść tego konsekwencję. Masz szczęście że twoja mama nie zna prawdy – Przesłał mi nijakie spojrzenie zasiadając naprzeciwko mnie ze swoją porcją smakołyku. Tak na marginesie. Alan jest od nas o 3 lata starszy. No ode mnie o 4, ponieważ on ma już 20, a ja dopiero skończą 17. To życie jest zupełnie nie sprawiedliwe.
-Mówisz jak moja mama – Przymknęłam oczy po czym zanurzyłam łyżkę w mleku wyławiając z niego płatki które po chwili już znajdowały się w moim przełyku. Nim się obejrzałam pożegnałam się z Alanem jednocześnie dziękując mu za krycie swojego wybryku i udałam się w drogę do domu która zwykle ciągnęła mi się w nieskończoność a dziś ? Czułam się jakby nie minęło nawet pięć minut. Otwierając cicho drzwi stanęłam w przedpokoju. Zsunęłam wolnym ruchem ze swoich stóp conversy i cicho krocząc udałam się na górę do swojego pokoju. Walizki ? – Szepnęłam do siebie cicho spoglądając na walizki poustawiane w idealnym rządku przed wejściem na górę. Pewnie Julie wróciła – Ponownie szepnęłam wzruszając przy tym ramionami. Julia jest moją siostrą, jest o 10 lat ode mnie starsza. Ale mogę porozmawiać z nią o wszystkim bo wiem że mogę jej ufać. Przejechałam delikatnie opuszkami palców po walizkach kiedy drzwi u niej w pokoju otworzyły się a z nich wyłowił się pół nagi mężczyzna w samych bokserkach. Zakryłam szybko oczy nie patrząc na jego twarz lecz ciekawość wygrała. Opuściłam swoje dłonie a to co zobaczyłam przyprawiło mnie o ból w każdej części mojego kruchego ciałka. A największy ból rozgrywał się w moim sercu które było już na skraju wytrzymania. Łzy same potoczyły się po moich policzkach tworząc tym strumień łez kapiących na mą świeżą koszulkę . Przede mną stał jak wryty pół nagi Harry. Tak właśnie ten Harry Styles który 2 lata temu zranił mnie niemiłosiernie zostawiając mnie na pastwę losu. „Brakuje jeszcze tego żeby osobiście mnie odwiedził” – Moje myśli czasem mnie przerażają, to wasza wina po co wy w ogóle myślicie. Widać było że nie wie jak się zachować, widocznie nie wiedział że jestem siostrą Julie, lub po prostu zapomniał. Ruszyłam w stronę swojego pokoju chciałam zgrabnie go wyminąć po czym wejść do swego łóżka i zacząć ryczeć jak małe dziecko. Czułam jak moje usta schną z każdą chwilą coraz bardziej a z każdym krokiem mój oddech przyśpiesza się. Już jestem obok niego, udało mi się. Idąc toczyłam słowną walkę ze swoimi myślami. Jednak nie do końca mi się udało, chłopak złapał mnie swą męską a jednocześnie rozgrzaną ręką za nadgarstek cofając mnie do tyłu. I w końcu nasze spojrzenia się spotkały. Po tylu latach, jego szmaragdowo-zielone oczka nie straciły swojego uroku a loki idealnie komponowały się z jego pięknymi delikatnie malinowymi ustami. Stał tak wlepiając we mnie swe tęczówki, nie powiem że czułam się bardzo niekomfortowo, najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Lecz w pewnej chwili jego usta zaczęły się otwierać po czym wydobył się z nich ten seksowny a za razem zachrypnięty głos Stylesa...
~~*~~
I jak wam się podoba ?
To moje pierwsze w życiu opowiadanie.
Kiedyś pisałam jedynie imaginy.
Czekam na szczere opinie i dużo komentarzy które dają na prawdę wielkiego kopa.
Tak wiem że mam beznadziejny "styl" pisma, mam nadzieję że to wypracuję.
Specjalnie dla was ♥
~ Amy.
- Proszę do klasy – Po usłyszeniu słów mojego nauczyciela od biologii weszłam do klasy i udałam się na swoje miejsce po czym usiadłam na krześle wbijając wzrok gdzieś daleko, w zupełnie nieokreślony punkt. Może się przedstawię. Jestem Emily, mam prawie 17 lat i nie rozumiem co ja tu robię. Biologia, i ten skrzeczący nauczyciel – gorzej być nie mogło. Wyjęłam zeszyt chcąc przyjąć pozory przygotowanej do lekcji uczennicy. Ostatni dzień szkoły a ja siedzę tu, w klasie z samymi kujonami bo oczywiście reszta mojej ekipy nie przyszła. Nie wybaczę im tego. Nagle z moich przemyśleń wyrwał mnie głos nauczyciela.
- Em, masz zamiar siedzieć jak ostatni kołek w tej ławce i przeglądać się w swoim telefonie ?- Dokończył a po klasie rozniosły się śmiechy ludzi których praktycznie nie znałam, nie dość że rzadko bywałam w szkole to jeszcze oni. A właśnie zapomniałam dodać, większość mówi do mnie po prostu Em, nie wiem dlaczego. W końcu imię Emily nie jest jakieś strasznie długie aby trzeba go było skracać. Zrozum tu ludzi. Po chwili zrzuciłam swój plecak z ławki i biorąc do ręki długopis przeglądałam swój zeszyt szukając jakiejś czystej kartki. Minął jakiś czas kiedy zorientowałam się że ten zeszyt, to tak naprawdę nie zeszyt przedmiotowy tylko mój stary pamiętnik który kiedyś gdzieś zapodziałam. Przewróciłam na następną kartkę a w moje oczy wbiło się imię „Harry”. Miałam dość, znów to samo. A przecież już było tak dobrze, nawet byłam szczęśliwa. Już zapomniałam, zdołałam się z niego wyleczyć. Ale on wraca do mnie jak bumerang, brakuje jeszcze tego aby odwiedził mnie osobiście. Potrząsnęłam głową opierając ją o rękę którą pionowo trzymałam na ławce, wgłębiając się w lekturę.
„ 01.01.09r.
Poznałam chłopaka, jest w kompletnym bagnie. Ćpa. Muszę mu pomóc po prostu muszę. Nazywa się Styles. Harry Styles.”
„ 24.04.10r.
Dziś było super. Byłam z Harrym na pizzy a później przeszliśmy się na jezioro. On jest naprawdę cudowny, dziękuję bogu że go poznałam.”
„ 28.06.10r.
Dziś zakończenie roku szkolnego, ostatni dzień tej męczarni. Mówiłam już że oficjalnie jestem z Harrym ? Tak, poprosił mnie o to abyśmy spróbowali. Ten jego uśmiech i zielone tęczówki które zależnie od jego nastroju przybierały inne odcienie. Kochałam to i wariowałam na jego punkcie.”
„02.07.10r.
Dziś moje urodziny. Myślałam że będzie cudownie a tu okazuje się że Harry zwiał w ogóle się mną nie przejmując. A ja mu pomogłam. Wyciągnęłam go z tego bagna posyłając go w stronę sławy. Tak to ja trzymałam za niego kciuki gdy był w X-Factor. Obwiniałam się o to że to przeze mnie odszedł, że nie byłam dla niego dość dobra. Byłam zwykłą 13-latką, która miała bujną wyobraźnie.. „Na zawsze” ? Nie sądzę Styles.”
Zaraz, zaraz … już za kilka dni moje urodziny ? Oficjalnie skończę 17 lat ? Myślałam że ten czas leci o wiele, wiele wolniej a tu proszę już za niedługo 2 lata od kiedy nie ma przy mnie Stylesa. Nawet dobrze mi z tym, chodź to jest oczywiste że wolałabym aby był, tu, teraz, przy mnie i mnie wspierał. Z przemyśleń wyrwał mnie przerażający pisk dzwonka który informował o zakończeniu lekcji, tak więc wiązało się z tym też zakończenie szkoły …. WAKACJE – krzyknęłam w myślach chowając do torby pamiętnik i czym prędzej opuszczając szkołę wyjęłam telefon który wibrował w mojej kieszeni przez całą lekcję.
- Tak ? – Powiedziałam tępo do słuchawki telefonu.
- Em ? Wbijaj na działkę do Bryana, proszę przyjdź. – Oznajmiła mi Amy, była moją najlepszą przyjaciółką, zawsze starała się mi pomóc lecz nigdy jej to nie wychodziło. To właśnie to w niej tak bardzo lubiłam.
- No dobrze, będę tam za 10 minut. Tylko proszę. Nie pij – Odpowiedziałam drętwo delikatnie kwasząc przy tym swą minę. Wiedziałam że będzie pijana no ale miałam chodź taką małą nadzieję że nie tak jak zwykle.
***
Doszłam tam jak zwykle spóźniona, no cóż musiałam przekonywać moją rodzicielkę że idę jedynie coś zjeść. I że nie wybieram się na żadną imprezę. Przed moimi oczyma ukazała się całkowicie zalana Ama, skąd ja to wiedziałam że tak będzie ? Czyżbym potrafiła przewidywać przyszłość ? A może po prostu byłam już do tego w 100 % przyzwyczajona ? Tak, wybieram opcję numer 2. Przywitałam się z nią po czym wyminęłam dziewczynę kierując się do reszty. Wzięłam do ręki piwo otwierając je i przykładając do mych spragnionych ust. Upiłam kilka łyków aż poczułam ciepło. Takie ciepło którego nie da się opisać oczywiście spowodowane za szybkim spożywaniem alkoholu i to jeszcze na tym prażącym słońcu.
- Bryan ! – Krzyknęłam a chłopak znalazł się przy mnie w mgnieniu oka.
- Cześć kochanie – Uśmiechnął się przytulając mnie do siebie. Nie czekając dłużej wtuliłam się w jego umięśniony tors mimowolnie chichocząc.
- Myślałam już że o mnie zapomniałeś. – Udałam oburzoną wyrywając się z jego uścisków i stojąc przed nim z założonymi na piersiach rękoma.
- Nie, naprawdę. Nie zauważyłem że już przyszłaś. To tyle kotku. – Zrobił smutną obejmując mnie w talii i wpijając się w moją szyję niczym wampir który natychmiast potrzebuje krwi. Po chwili jego usta poruszały się po całej szyi wprawiając mnie w delikatne dreszcze które w tym momencie przysparzały mi wiele kłopotów.
- Kochanie, nie teraz – Odepchnęłam go delikatnie składając na jego ustach jedynie czuły i subtelny pocałunek. W końcu zdałam sobie sprawę jakim on jest dzieciakiem. Zachowuje się jak 2 – latek który przed spaniem zapomniał o umyciu zębów. Żenada. Miałam ochotę dziś zaszaleć. Należy mi się, zawsze byłam trzeźwa. Pora pokazać światu kim jestem naprawdę. Nim się obejrzałam było już ciemno a w mojej głownie wrzało. Ale czułam się całkowicie trzeźwa, no może miałam odczucie jakby mi się kręciło w głownie a nogi odmawiały mi posłuszeństwa lecz nie mogłam się opanować. Targnęłam sobą wstając oczywiście nie obyło się bez potknięcia przez które prawie straciłam równowagę lecz udało mi się wyjść z tej sytuacji bez większego szwanku. Gdy stałam już przy stoliku wszystko zaczęło wirować. Począwszy od stolika skończywszy na osobie stojącej naprzeciwko mnie.
- Kim jesteś i dlaczego tu stoisz – Wydusiłam z siebie mimowolnie wybuchając głośnym śmiechem którego nie mogłam opanować.
- Jestem Alan i przybyłem aby odprowadzić cię do domu. Ale się schlałaś .. I to ty najgrzeczniejsza dziewczynka z towarzystwa. Nie spodziewałem się tego po tobie – Wpatrując się w każdy jak każdy ruch jego warg i analizując jego wypowiedź przytrzymałam się stolika aby chodź na chwilę zachować równowagę. Lecz na marne. Po chwili leżałam już na ziemi a stolik o który się opierałam tuż obok mnie.
- Dobrze, może i jestem pijana. Ale możesz mi powiedzieć dlaczego mam brązową koszulkę?- Wąchając ją delikatnie się skrzywiłam i znów przeniosłam wzrok na postać która stała przede mną wyciągając swoją rękę w moją stronę. – A w dodatku śmierdzi alkoholem ?
- Przed chwilą się nim oblałaś, geniuszko. Przewracając na siebie stolik z alkoholem. – Chłopak pomógł mi wstać i nie zważając uwagi na to że jestem cała mokra objął mnie ramieniem. Szliśmy tak zwani „przyklejeni” przez całą działkę kierując się ku wyjściu.
- Nie, ja nie idę. Nie mam siły – Wysunęłam się z objęć chłopaka i usiadłam po turecku na zimnej trawie przymykając swe oczy.
- Musisz wstać – Czułam jak Alan swymi dość sporymi rękami stara się mnie podnieść z ziemi, uległam no bo co miałam zrobić. Wstałam lecz po chwili upadłam na jego tors w który wtuliłam się z całych sił.
- Zaśnijmy tu, proszę przytul mnie – Wymamrotałam pod nosem zamykając swe oczy.
***
Otworzyłam oczy nie wiedząc do końca co się stało i gdzie ja teraz jestem. Do moich oczu wpadał nieprzyjemny promień słońca który palił je od środka. Zilustrowałam pokój w którym aktualnie przybywałam i wstając z łóżka skierowałam się w stronę drzwi. Ten pokój wydawał mi się bardzo znajomy więc nie byłam przerażona. No może trochę gdy pomyślałam o mojej mamie która pewnie się o mnie martwiła. Przed wyjściem rozejrzałam się jeszcze raz po pokoju dostrzegając swój plecak dobrnęłam do niego szybko wyciągając telefon. 82 nieodebrane połączenia od mamy. 53 nieodebrane połączenia od Bryana. 27 nieodczytanych esemesów. JUŻ NIE ŻYJĘ – wymamrotałam pod nosem kiedy do pokoju wszedł Alan.
- I jak, głowa boli ? – Mruknął pod nosem kierując się w stronę szafy.
- Weź mi nawet nie mów. Ruszać się nie mogę a ty pytasz czy głowa boli. Tak w ogóle wytłumacz mi to dlaczego jak tak okropnie śmierdzę alkoholem, dlaczego jestem cała brudna i co ja tu w ogóle robię … - Zrezygnowana usiadłam ponownie na łóżku chowając twarz w dłoniach. Nagle poczułam jak ktoś siada obok mnie i gładzi mnie po plecach. Podobało mi się to uczucie.
- Kochanie, nie będę Ci tłumaczył. Zadzwoniłem do twojej mamy mówiąc że przenocowałaś dziś u mnie razem z Amą ponieważ oglądaliśmy do późna filmy świętując zakończenie roku szkolnego. Ona przywiozła Ci jedynie ubranie na zmianę które znajdują się w tamtej torbie – Chłopak wskazał na torbę a uśmiech nie znikał z jego twarzy. – Więc idź, tam jest łazienka. Zrób co potrzebujesz i zejdź na śniadanie a później niestety będziesz musiała iść do domu. Bo tak zarządziła twoja mama, która była zła… nie to złe określenie. Była wściekła.- Przejechałam nadgarstkami po swych zaspanych oczach udając się do łazienki gdzie wykonałam wszystkie podstawowe czynności po czym wsunęłam na siebie świeżą bieliznę oraz krótkie jeansowe spodenki. Do tego założyłam zwiewną koszulkę na ramiączkach która niestety była prześwitująca. Nałożyłam na swoją twarz delikatny makijaż a włosy rozczesałam pozwalając im na swobodny układ. Stare rzeczy schowałam do torby udając się na dół gdzie usiadłam na krześle po czym puściłam swobodnie swoją głowę która uderzyła w stół co wywołało dość głośny huk.
- Ej mała, nie przesadzaj przecież nie będzie tak źle – Szepnął Alan podsuwając mi pod nos płatki z mlekiem.
- Będzie jeszcze gorzej. Boże jak ja mogłam się tak schlać. To było pierwszy raz i już nic nie pamiętam – Syknęłam z kwaśną miną bawiąc się łyżką która leżała obok miski z posiłkiem.
- No niestety musisz ponieść tego konsekwencję. Masz szczęście że twoja mama nie zna prawdy – Przesłał mi nijakie spojrzenie zasiadając naprzeciwko mnie ze swoją porcją smakołyku. Tak na marginesie. Alan jest od nas o 3 lata starszy. No ode mnie o 4, ponieważ on ma już 20, a ja dopiero skończą 17. To życie jest zupełnie nie sprawiedliwe.
-Mówisz jak moja mama – Przymknęłam oczy po czym zanurzyłam łyżkę w mleku wyławiając z niego płatki które po chwili już znajdowały się w moim przełyku. Nim się obejrzałam pożegnałam się z Alanem jednocześnie dziękując mu za krycie swojego wybryku i udałam się w drogę do domu która zwykle ciągnęła mi się w nieskończoność a dziś ? Czułam się jakby nie minęło nawet pięć minut. Otwierając cicho drzwi stanęłam w przedpokoju. Zsunęłam wolnym ruchem ze swoich stóp conversy i cicho krocząc udałam się na górę do swojego pokoju. Walizki ? – Szepnęłam do siebie cicho spoglądając na walizki poustawiane w idealnym rządku przed wejściem na górę. Pewnie Julie wróciła – Ponownie szepnęłam wzruszając przy tym ramionami. Julia jest moją siostrą, jest o 10 lat ode mnie starsza. Ale mogę porozmawiać z nią o wszystkim bo wiem że mogę jej ufać. Przejechałam delikatnie opuszkami palców po walizkach kiedy drzwi u niej w pokoju otworzyły się a z nich wyłowił się pół nagi mężczyzna w samych bokserkach. Zakryłam szybko oczy nie patrząc na jego twarz lecz ciekawość wygrała. Opuściłam swoje dłonie a to co zobaczyłam przyprawiło mnie o ból w każdej części mojego kruchego ciałka. A największy ból rozgrywał się w moim sercu które było już na skraju wytrzymania. Łzy same potoczyły się po moich policzkach tworząc tym strumień łez kapiących na mą świeżą koszulkę . Przede mną stał jak wryty pół nagi Harry. Tak właśnie ten Harry Styles który 2 lata temu zranił mnie niemiłosiernie zostawiając mnie na pastwę losu. „Brakuje jeszcze tego żeby osobiście mnie odwiedził” – Moje myśli czasem mnie przerażają, to wasza wina po co wy w ogóle myślicie. Widać było że nie wie jak się zachować, widocznie nie wiedział że jestem siostrą Julie, lub po prostu zapomniał. Ruszyłam w stronę swojego pokoju chciałam zgrabnie go wyminąć po czym wejść do swego łóżka i zacząć ryczeć jak małe dziecko. Czułam jak moje usta schną z każdą chwilą coraz bardziej a z każdym krokiem mój oddech przyśpiesza się. Już jestem obok niego, udało mi się. Idąc toczyłam słowną walkę ze swoimi myślami. Jednak nie do końca mi się udało, chłopak złapał mnie swą męską a jednocześnie rozgrzaną ręką za nadgarstek cofając mnie do tyłu. I w końcu nasze spojrzenia się spotkały. Po tylu latach, jego szmaragdowo-zielone oczka nie straciły swojego uroku a loki idealnie komponowały się z jego pięknymi delikatnie malinowymi ustami. Stał tak wlepiając we mnie swe tęczówki, nie powiem że czułam się bardzo niekomfortowo, najchętniej zapadłabym się pod ziemię. Lecz w pewnej chwili jego usta zaczęły się otwierać po czym wydobył się z nich ten seksowny a za razem zachrypnięty głos Stylesa...
~~*~~
I jak wam się podoba ?
To moje pierwsze w życiu opowiadanie.
Kiedyś pisałam jedynie imaginy.
Czekam na szczere opinie i dużo komentarzy które dają na prawdę wielkiego kopa.
Tak wiem że mam beznadziejny "styl" pisma, mam nadzieję że to wypracuję.
Specjalnie dla was ♥
~ Amy.
Styl pisania masz genialny! Czekam na 2 z niecierpliwością !
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejne !
OdpowiedzUsuńniesamowite opowiadanie :)
kocham czytać takie rzeczy :)
zaobserwowałabym ale nie można :(
dodaj takie okienko i napewno zaobserwuję.
wpadnij mozesz zaobserwować ;) izey-izabella.blogspot.com
Świetnie, dziewczyno masz talent. Czekam na kolejną część, proszę dodaj dziś *.* ♥
OdpowiedzUsuńMasz naprawdę wielki talent ♥
OdpowiedzUsuńJesteś niesamowita, masz wielki talent, musisz pisać dalsze części (:
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekamy na kolejne ♥
Widze, że masz dużo pomysłów, więc opowiadanie nie będzie pod żadnym pozorem nudne. Będę zaglądać. Ja chcę takiego Hazzę! :D
OdpowiedzUsuńZapraszam też do siebie:
http://got-to-be-you.blogspot.com/
super ciekawe jak dalej potoczy się akcja ?
OdpowiedzUsuńkiedy następny .?
świetny początek! idę czytać dalej ,a tak przy okazji weszłabyś na mojego bloga? : )http://me-my-selfandyou.blogspot.com/2013/03/rozdzia-11.html
OdpowiedzUsuń